Afrykanerzy bez wahania nazywają tę herbatę narodowym napojem RPA. Mimo że jej historia młodsza jest od dziejów klasycznych herbat o całe tysiąclecia, nie warto jej ignorować. Zwłaszcza, że po prawdzie… to w zasadzie nie herbata. Czym jest więc Rooiboos?
Zastanawialiście się kiedyś, czy herbata z miodem to faktycznie wspaniały lek na przeziębienie i ból gardła? A jeśli tak, to czy warto dodawać miód do wrzącego naparu? A może chcieliście dowiedzieć się jak przygotować wyśmienitą miodowo-owocową herbatę?
Jednym z najciekawszym następstw, które niesie ze sobą działalność publicystyczna w branży kulinarnej, jest konieczność ciągłego poszukiwania nowych smaków, produktów i ich właściwości. Produktów, po które zazwyczaj, wobec naszych ukształtowanych upodobań i zwyczajów, po prostu nie sięgamy. Najnowszym z takich „odkryć” jest dla mnie kawa zielona.
Występują w wielu odmianach i kształtach, choć trudno znaleźć dwa identyczne egzemplarze. Bywają okrągłe, półkoliste lub podłużne. Wykonywane są najczęściej z suszu odmiany białej lub zielonej i co najważniejsze… kwitną po zalaniu gorącą wodą.
Nic nie sprawia mi ostatnio większej przyjemności, niż próbowanie nowych, dotychczas nieznanych mi gatunków kaw i badanie ich historii. Zwłaszcza, jeśli trafiają mi się takie „czarne perły”, jak Hawajska Arabica, czyli słynna Kona Coffee.
Pochodzi z Azji ale kochają ją miliony na całym świecie. A powodów do miłości jest wiele. Pasuje bowiem na każdą okazję, na kolację i do deseru. Pięknie pachnie i ma niesamowity, złoto- brązowy kolor. Co więcej, działa jak afrodyzjak, którego właściwości chwalili Herodot i Marco Polo. Przedstawiam Państwu laskę cynamonu.
Wraz z herbacianym suszem zaimportowaliśmy z Chin także metodę parzenia herbaty. Uprościliśmy ją i nieco zwulgaryzowaliśmy, ale w zasadzie udało nam się zbytnio nie odbiec od przejętej z Państwa Środka idei parzenia herbacianych liści w czystym, pozbawionym dodatków wrzątku. Hindusi mieli jednak inne zdanie.
Jedną z moich ulubionych cech kawy jest to, że w zależności od podania, może raz urzec słodyczą, by następnym razem cieszyć nasze podniebienia szlachetną goryczką. Sposobów przyrządzania kawy jest tyle, że jedynym wspólnym mianownikiem ich wszystkich jest… jej płynna postać. A można inaczej? Można!
Nieodzowny element każdego biura, ulubiony napój tych, którzy w rytmie codziennych obowiązków nie mają czasu na przygotowanie tradycyjnej kawy – kawa rozpuszczalna! Towarzyszy nam już przeszło sto lat; zastanawialiście się kiedyś jak powstaje?
Nie zliczę, ile razy słyszałem: „oj nie, za późno na kawę, nie usnę w nocy”. Słowa te padały z ust osób, które kurtuazyjnie pytałem, czy nie napiją się kawy, gdy przygotowywałem ją dla siebie, lub którym proponowałem wyjście do kawiarni. Może zatem bezkofeinowa?