Kawa z Kongo vs. Arabica

rodzaje i gatunki
arabicarobusta

Dwa podstawowe gatunki kawy – arabska i kongijska – mniej więcej w proporcji 8:2, zdobyły światowy rynek upraw tego aromatycznego krzewu. Jednak nawet wśród wykwintnych kawoszy, ze świecą należy szukać tych, którzy mieli styczność z  filiżanką kawy gatunku kongijskiego „czystej krwi”.  

0

Zwana popularnie Robustą, wywodząca się z Afryki Zachodniej Coffea Canephora, jest bowiem uznawana z gatunek mniej szlachetny i w krajach Cywilizacji Zachodniej raczej nie parzy się jej ziaren.

Kawy najwyższej jakości składają się w stu procentach z ziaren odmiany arabskiej. Za 250g mielonej Coffee Vergnano zapłacimy od 35 do 50zł. Nieco mniej szlachetne odmiany zawierają ziarna obu gatunków, jednak ze znaczną przewagą ziaren odmiany arabskiej (najpopularniejsze mieszanki np. włoskiej Lavazzy zmieszane są w stosunku 7:3), natomiast najtańsze i najbardziej wzgardzane przez miłośników kawy składają się gównie, bądź wyłącznie z ziaren Robusty.

Dlaczego w ogóle używa się ziaren kawy kongijskiej?

Podstawową przyczyną, jest oczywiście aspekt finansowy. Pierwsze plony z plantacji Robusty nadają się do zbiorów po dwóch latach od sadzenia (Arabica potrzebuje 4-5 lat). Kawa kongijska jest też mniej kapryśna i mniej podatna na choroby; silnym, nawet 10-metrowym drzewom niestraszne są warunki atmosferyczne, które w przypadku Arabiki mogą zniszczyć nawet całoroczne plony. Również sam proces palenia w przypadku kawy arabskiej wiąże się z kosztami od 150 – 200% wyższymi, niż przy paleniu ziaren kawy kongijskiej. Wymaga ona utrzymywania stałej temperatury przez cały proces, a jeżeli wskutek nieuwagi temperatura końcowa będzie zbyt wysoka, kawa utraci swój aromat. Uprawianie Robusty przynosi wymierne korzyści plantatorom. Czy również konsumentom?

I tak, i nie. Jej smak w niczym nie przypomina smaku kawy arabskiej, jest mocny i nieco mdły, a aromat silnie ziemisty. Przy subtelnym, delikatnie kwiatowym zapachu porastającej etiopskie wzgórza Arabiki, smakowe i zapachowe walory kawy kongijskiej wydają się co najmniej wątpliwe. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę, że pobudzenie, które czujemy po wypiciu filiżanki kawy (zakładając, że była to mieszanka) zawdzięczamy głównie ziarnom Robusty, które zawierają dwukrotnie wyższą dawkę kofeiny, niż ziarna odmiany arabskiej (ok. 330mg kofeiny na filiżankę, przy 180mg na filiżankę Arabiki). Odradzałbym więc spożywanie Robusty lub miesznek, w których stanowi ona ponad 50 proc. zawartości, osobom z wrodzoną wadą serca, arytmią lub nadciśnieniem tętniczym oraz chorobą wrzodową.

Robusta wykazuje też inną ciekawą właściwość, z której korzysta szczególnie w wydaniu espresso. Charakterystyczną gęsta, orzechowo-brązową  piankę w espresso (z włoskiego: crema) zawdzięczamy właśnie zawartości Robusty – nawet na poziomie kilkudziesięciu procent! Również intensywny smak espresso związany jest bezpośrednio z dużą zawartością kawy kongijskiej w mieszance. Z tej właściwości Coffea canephora korzystają także światowi wytwórcy kaw rozpuszczalnych. Kremowa, delikatna pianka, która unosi się na powierzchni tego typu kawy także jest efektem zmielenia odpowiedniej ilości ziaren kawy kongijskiej.

Dla nas – Europejczyków – kawa z Kongo ma znaczenie marginalne. Jednak dla ubogich mieszkańców Afryki Zachodniej oraz Wietnamu, gdzie również uprawia się ten typ kawowca, jej istnienie daje jedyną możliwość spożywania czarnego naparu. Według rozpowszechnionych w wielu krajach anegdot, Robusta przez wiele lat wspomagała swoimi pobudzającymi właściwościami żeglarzy, żołnierzy i podróżników bez względu na powiewającą chorągiew czy banderę. W jednej z publikacji, znalazłem nawet informację, że gorącym orędownikiem tego rodzaju kawy był średniowieczny portugalski odkrywca – Henryk Żeglarz. Wraz ze swoją flotą, miał gotować napój z ziaren, który dawał całej załodze siłę do pokonywania kolejnych mil żeglugi i odkrywania nowych lądów. Zdaniem autora, były to właśnie ziarna kawy kongijskiej. Przeczytałem tę historyjkę tyleż zdziwiony, co rozbawiony; kawa dotarła bowiem do Europy mniej więcej 100 lat po śmierci Henryka Żeglarza. Ale kto wie? – może wilk morski wyprzedził nieco lądowe szczury?