Historia naparów i ich powstawania to najczęściej ciąg niebywałych przypadków, dzięki którym dziś możemy cieszyć się szalonym bogactwem odmian, smaków i właściwości. Możemy także podziwiać niezwykłe mity i podania, które zrodziły się by opisać narodziny tak ważnego dla ludzkości napoju.
Dla odmiany zaczniemy od kawy, której pobudzające właściwości odkrył, jak chce legenda, pewien pasterz. Zauważył on, że jego owce wyjątkowo upodobały sobie liście i owoce krzewów porastające skaliste zbocza gór na których pasły się jego stada. Zadziwiała go niezwykła szybkość i zwinność z jaką poruszały się zwierzęta uraczone tą tajemniczą rośliną. Sam również postanowił spróbować. Tak odkryto kawę. Naprawde niezwykłe historie odnajdziemy jednak w tych kulturach które kwitły w cieniu herbacianych drzew i krzewów.
Hindusi od wieków przekazują sobie opowieść, która nie tylko tłumaczy pochodzenie herbaty ale czyni ją również napojem mistycznym. Powiada się, że żyjący przed setkami lat fakir imieniem Dżarma postanowił poświęcić się siedmioletnim medytacjom, odmawiając sobie jednocześnie snu. Nie było to jednak zadaniem łatwym i mimo szczerej wiary i żarliwego zapału siły coraz wyraźniej opuszczały świętego męża. Niemal zasypiając rozpaczliwie schwycił gałęzie krzewu pod którym oddawał się swoim przemyśleniom.
Senność morzyła go jednak nieustannie i Dżarma z rezygnacją opadł na ziemię trzymając w zaciśniętej dłoni kilka liści które zerwał próbując utrzymać równowagę. Fakir włożył je sobie do ust i zaczął powoli żuć, sądząc, że odwróci to jego uwagę od uporczywego zmęczenia. Z nagła ogarnęła go niebywała jasność umysłu, a zmysły niemłodego już człowieka stały się ostrzejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Zmęczenie zupełnie zniknęło i pogrążonemu w medytacji Dżarmie udało się wytrwać siedem bezsennych lat.
Współcześni lekarze uporczywie twierdzący, że człowiek pozbawiony snu przez dwa tygodnie umiera nie przyklasnęli by chyba tej historii. Taki jest jednak urok legend, że nie sposób konfrontować prawd w nich zawartych z faktami naukowymi. Liście jakiego rodzaju herbaty tak znakomicie wpłynęły na naszego fakira? Tego nie wiemy. Być może były to liście drzewa porastającego dziś ogrody położone u stóp niebotycznych Himalajów, w północnych Indiach? Tam, w dolinie wijącej się wśród słonecznych zboczy Brahmaputry od dawien dawna pielęgnuje się drzewa rodzące liście niezwykłej odmiany herbaty zwanej Assam. Świeża i krótko parzona wspaniale orzeźwia i pobudza. Rozjaśnia myśli i poprawia nastrój. Sami Hindusi zwykli ją jedynie słodzić, słusznie twierdząc, że doskonałości nie potrzeba dodatkowej oprawy.
Wróćmy jednak do legend i podań. Chińczycy z dumą przekonują, że ich ojczyzna jest także ojczyzną herbaty. Podkreślają to przekazywaną z upodobaniem historią o cesarzu Czen Nan, rządzącym Państwem Środka przed 5 tysiącami lat. Władca znany był ze swego zamiłowania do samotnych przechadzek wśród bajecznej roślinności porastającej jego pałacowy ogród. W tych odległych czasach, medycy cesarscy radzili gotować wodę i aromatyzować ją za pomocą rozlicznych roślinnych dodatków. Nikomu nie mogło jednak przyjść do głowy, by do czary „Posłańca Niebios” – jak nazywano cesarza, wrzucać zwykłe liście. Dopomóc miał więc przypadek. Gdy Dostojny Pan spoczął pod jednym z drzew nagły powiew wiatru strącił z jego gałęzi liść który łagodnie opadł wprost do naczynia z wrzącą wodą. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, woda nabrała mocnego, złotobrązowego koloru. Władca patrzył na to wszystko z zachwytem, pewny boskiego pochodzenia tak niezwykłego wiatru, jak samego naparu. Zachwycił go lekko cierpki smak i pobudzające właściwości nowego napoju. Tak też odkryto herbatę.
Może w tym tkwić wiele prawdy, jako że przez wiele kolejnych wieków przynajmniej niektóre z rodzajów herbat uważano za godne jedynie cesarskiego podniebienia. Za złamanie tabu skazywano na śmierć, a wyroki bezlitośnie wykonywano.
Na drugiej półkuli, wśród rosnących na nieprzyjaznych południowoamerykańskich ziemiach krzewach również powstawały niezwykłe opowieści. Ich tematem był napój przygotowywany z liści rośliny zwanej ostrokrzewem paragwajskim – słynna Yerba Mate. Jest to legenda plemienia Guarani, zamieszkującego pogranicze Paragwaju i Argentyny. Przed wieloma laty, jego członkowie uprawiali ziemię wydartą potężnej puszczy. Gleba jednak jałowiała i po pewnym czasie cała wioska ruszać musiała dalej w poszukiwaniu żyznych terenów. I tym razem nadszedł więc czas wędrówki. Pewien stary Indianin, schorowany i zmęczony odmówił jednak podróży, prosząc by zostawiono go na miejscu. Najmłodsza z jego córek, piękna Jara, rzuciła się do stóp ojca i mimo jego namów zdecydowała się z nim pozostać. Guarani ruszyli więc dalej, nie bez żalu pozostawiając za sobą swych pobratymców.
Taka niezwykła miłość musiała zostać wynagrodzona. Pewnego dnia nieznany szaman zawitał do domu Jary pytając co może uczynić by była szczęśliwa. Dziewczyna nie wahając się odparła, że ma wszystko co do szczęścia jej potrzeba. Szaman jednak nie ustępował – Chciałabyś nowych sił i zdrowia dla Twego ojca, byście razem mogli dotrzeć do naszego plemienia. – stwierdził, w sobie tylko znany sposób czytając w jej myślach. Nie czekając na jej odpowiedź podarował jej wiecznie zieloną roślinę, którą kazał zasadzić a następnie ususzyć kilka liści i przygotować z nich napój. Jak chce legenda, mała sadzonka pachnieć miała dobrocią, którą przejęła od samej Jary. Nie trudno domyślić się zakończenia tej historii. Ojciec po pewnym czasie ozdrowiał i nabrał sił by kontynuować podróż. Natomiast uradowani współplemieńcy zachwycili się wspaniałym napojem który pokazała im Jara. Tak też Yerba Mate zaczęła podbijać cały kontynent.
Wszystkie te historie podkreślają tylko rolę jaką herbata pełni w budowaniu kultur, cywilizacji i stylu życia. Jest to zresztą niezwykły fenomen. Niewiele jest bowiem napojów czy dań owianych tak wieloma mitami, legendami i opowieściami.
Zastanówmy się przez chwilę, czy znamy jakąś legendę dotyczącą naszego narodowego napoju…?