Celniczka w Cukierniczce cz.1

historia
celniczka

Zapraszamy Cię, drogi czytelniku, do lektury pilotowego odcinka pierwszej w historii powieści sensacyjno-szpiegowsko-kawiarnianej pt. „Celniczka w Cukierniczce” Znajdziesz tu wszystko: miłość, intrygę, kawę i herbatę (a jakże!), erotykę i sensację – wszystko doprawione szczyptą przymrużonego oka i odrobiną dystansu. 

0

I. Pedro

Pierwszy dzień w nowej pracy…  Róża z pewnym niepokojem wpatrywała się w ekran monitora, czekając na zapowiedziane dane statku. Była doświadczoną celniczką, ale zawsze w nowych miejscach czuła się niepewnie. Tym razem miała pracować w porcie, a dziś czekała na transport kawy z Kolumbii. Wszystkie przychodzące stamtąd jednostki należało sprawdzać  wyjątkowo dokładnie. Jej współpracownik, Maciek, czekał już  z Gackiem, specjalnie trenowanym do wyszukiwania narkotyków owczarkiem niemieckim. Wreszcie, doczekała się.

- Statek nazywa się Colombina. Drobnicowiec, przewozi zieloną kawę. Agent mówi, że za godzinę wejdzie na nabrzeże Bułgarskie. Chodź, zanim przebijemy się przez korki akurat zdążą zacumować.

Udało im się dojechać  na nabrzeże dopiero, kiedy zespól z ekipy antyimigracyjnej opuszczał  plac. Oprócz urzędników i kapitana, stała tam jeszcze jedna osoba. Przystojny blondyn wyraźnie unikał jej wzroku.  Lata służby odezwały się w niej, postanowiła zwrócić na niego baczną uwagę. Ludzie, którzy nie mają nic do ukrycia nie zachowują się w ten sposób.

Kapitan na jej widok ostentacyjnie westchnął, po czym uśmiechnął się żartobliwie.

- A już miałem nadzieję na chwilę spokoju. Imigracja, policja portowa, superintendent… Nawet mojej ulubionej herbaty z rumem nie mam się kiedy napić.

- Panie kapitanie! Na służbie? – Celniczka pogroziła mu lekko palcem. Kapitan zrobił smutną minę.

- Niestety, droga pani, na służbie muszę się ratować substytutami. Na szczęśnie odkryłem ostatnio ciekawe połączenie herbaty z wiśni i aromatu rumowego. Może da się pani zaprosić?- Mrugnął zawadiacko. Róża poczuła instynktowną sympatię do tego wesołego człowieka. Nie mogło to jednak zmienić jej obowiązkowości.

-Przykro mi, kapitanie. Nie biorę łapówek. – powiedziała z uśmiechem – Jednak, jeśli współpraca pójdzie nam sprawnie i dobrze, z pewnością znajdzie pan dzisiaj czas na niejeden kubek herbaty.

Weszli po trapie na „Colombinę”. Maciek z Gackiem ruszyli na obchód, Róża poszła z kapitanem, by zająć się papierkową robotą. Zauważyła, że podejrzany blondyn również zniknął. Zapytała o niego starego wilka morskiego.

- Ten? A, to przedstawiciel firmy, która tę kawę odbiera. Wysyłają go, żeby naocznie sprawdzał każdą partię. Niby w porządku koleś, ale sprawia wrażenie osoby której brak… cojones – Tu kapitan zarumienił się z lekka, i odkaszlnął aby to ukryć. – Pani wybaczy, płeć piękna nie powinna słuchać takiego słownictwa. Róża uśmiechnęła się lekko, ponieważ zgadzało się to z jej obserwacjami.

Kiedy zrobili już wszystko co było do zrobienia i wsiadali do samochodu, by wrócić do biura, Róża poczuła na sobie czyjeś natarczywe spojrzenie. To blondyn, wychylając się przez burtę intensywnie się w nią  wpatrywał. Gdy odwróciła się, drgnął i szybko zniknął z jej pola widzenia. Wzruszyła ramionami, niemile poruszona. Maciek spojrzał  na nią bystro.

- Ten palant łaził za mną  krok w krok. Zaglądał do wszystkich worków i patrzył mi na ręce. Mogłabyś pomyśleć, że to on jest celnikiem! Co za irytujący typ. – powiedział z niesmakiem. Róża pokiwała głową, po czym jej myśli popłynęły w zupełnie inną  stronę. Pierwszy dzień w pracy okazał się być  o wiele łatwiejszy niż się spodziewała. Przeniesienie ze Śląska było chyba dobrą decyzją…

* * *

Tymczasem, na innym kontynencie, inna celniczka wdychała z rozkoszą unoszący się w powietrzu zapach czarnej kawy. Jego zapach… Poprawiła włosy, makijaż  i bieliznę, po czym uśmiechnęła się z rozmarzeniem. Sprawca jej potargania był już daleko i bynajmniej nie myślał  o ognistej celniczce. Jego myśli zajmowały daleko bardziej skomplikowane, mroczne plany. Pedro, były agent najpierw KGB a potem FSB, przeniósł się parę lat temu do Kolumbii. Dzięki umiejętnemu wykorzystaniu kontaktów sprzedawał informacje o kartelach narkotykowych do FSB a informacje o działaniach FSB do rządu Kolumbii. W zamieszaniu spowodowanym jego działaniami prowadził własne półlegalne i zupełnie nielegalne interesy. Jego atutem było to, że zawsze działał przez wynajętych ludzi. Jego imię, fałszywe oczywiście, znali wszyscy, mimo to nikt nie znał wyglądu jego twarzy. Jedyne plotki, których nie udało mu się uniknąć dotyczyły jego niesamowitego uroku osobistego, niezliczonych podbojów miłosnych i opinii zimnego drania. Irracjonalnie, właśnie ta opinia sprawiała, że kobiety stawiały sobie za punkt honoru osiągnięcie nieosiągalnego – zmiękczenie jego kamiennego serca. Pedro kwitował te wysiłki skrzywieniem warg w cynicznym uśmieszku. Dawał kobietom rozkosz, której pragnęły, brał co chciał i odchodził – uczucia tylko by przeszkadzały w realizacji niemałych przecież planów.

Tym razem plany Pedra były wyjątkowo bezczelne. Znudziły mu się już kolumbijskie intrygi. Postanowił wykonać ostatni skok życia, po czym kupić sobie którąś z tropikalnych wysp i tam osiąść.

Wyjął z kieszeni i z zainteresowaniem obejrzał rezerwację biletu lotniczego. Polska… Po tylu latach, znów tak blisko Matki Rosji… Uśmiechnął się z zimną satysfakcją i ruszył w stronę lotniska.