<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>PrzyFiliżance.pl - Magazyn Dobrego Smaku &#187; historia</title>
	<atom:link href="http://www.przyfilizance.pl/category/historia/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.przyfilizance.pl</link>
	<description>Magazyn Dobrego Smaku</description>
	<lastBuildDate>Wed, 25 Aug 2010 09:16:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Celniczka w Cukierniczce cz.1</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/celniczka-w-cukierniczce-cz-1.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/celniczka-w-cukierniczce-cz-1.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Aug 2010 19:13:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aga Nowicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[celniczka w cukierniczce]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przyfilizance.pl/?p=566</guid>
		<description><![CDATA[Zapraszamy Cię, drogi czytelniku, do lektury pilotowego odcinka pierwszej w historii powieści sensacyjno-szpiegowsko-kawiarnianej pt. &#8222;Celniczka w Cukierniczce&#8221; Znajdziesz tu wszystko: miłość, intrygę, kawę i herbatę (a jakże!), erotykę i sensację &#8211; wszystko doprawione szczyptą przymrużonego oka i odrobiną dystansu.  I. Pedro Pierwszy dzień w nowej pracy…  Róża z pewnym niepokojem wpatrywała się w ekran monitora, czekając na zapowiedziane dane [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-569" title="celniczka" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2010/08/celniczka.jpg" alt="" width="300" height="200" />Zapraszamy Cię, drogi czytelniku, do lektury pilotowego odcinka pierwszej w historii powieści sensacyjno-szpiegowsko-kawiarnianej pt. &#8222;Celniczka w Cukierniczce&#8221; Znajdziesz tu wszystko: miłość, intrygę, kawę i herbatę (a jakże!), erotykę i sensację &#8211; wszystko doprawione szczyptą przymrużonego oka i odrobiną dystansu. <span id="more-566"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>I. Pedro</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Pierwszy dzień w nowej pracy…  Róża z pewnym niepokojem wpatrywała się w ekran monitora, czekając na zapowiedziane dane statku. Była doświadczoną celniczką, ale zawsze w nowych miejscach czuła się niepewnie. Tym razem miała pracować w porcie, a dziś czekała na transport kawy z Kolumbii. Wszystkie przychodzące stamtąd jednostki należało sprawdzać  wyjątkowo dokładnie. Jej współpracownik, Maciek, czekał już  z Gackiem, specjalnie trenowanym do wyszukiwania narkotyków owczarkiem niemieckim. Wreszcie, doczekała się.</p>
<p style="text-align: justify;">- Statek nazywa się Colombina. Drobnicowiec, przewozi zieloną kawę. Agent mówi, że za godzinę wejdzie na nabrzeże Bułgarskie. Chodź, zanim przebijemy się przez korki akurat zdążą zacumować.</p>
<p style="text-align: justify;">Udało im się dojechać  na nabrzeże dopiero, kiedy zespól z ekipy antyimigracyjnej opuszczał  plac. Oprócz urzędników i kapitana, stała tam jeszcze jedna osoba. Przystojny blondyn wyraźnie unikał jej wzroku.  Lata służby odezwały się w niej, postanowiła zwrócić na niego baczną uwagę. Ludzie, którzy nie mają nic do ukrycia nie zachowują się w ten sposób.</p>
<p style="text-align: justify;">Kapitan na jej widok ostentacyjnie westchnął, po czym uśmiechnął się żartobliwie.</p>
<p style="text-align: justify;">- A już miałem nadzieję na chwilę spokoju. Imigracja, policja portowa, superintendent… Nawet mojej ulubionej herbaty z rumem nie mam się kiedy napić.</p>
<p style="text-align: justify;">- Panie kapitanie! Na służbie? &#8211; Celniczka pogroziła mu lekko palcem. Kapitan zrobił smutną minę.</p>
<p style="text-align: justify;">- Niestety, droga pani, na służbie muszę się ratować substytutami. Na szczęśnie odkryłem ostatnio ciekawe połączenie herbaty z wiśni i aromatu rumowego. Może da się pani zaprosić?- Mrugnął zawadiacko. Róża poczuła instynktowną sympatię do tego wesołego człowieka. Nie mogło to jednak zmienić jej obowiązkowości.</p>
<p style="text-align: justify;">-Przykro mi, kapitanie. Nie biorę łapówek. – powiedziała z uśmiechem – Jednak, jeśli współpraca pójdzie nam sprawnie i dobrze, z pewnością znajdzie pan dzisiaj czas na niejeden kubek herbaty.</p>
<p style="text-align: justify;">Weszli po trapie na „Colombinę”. Maciek z Gackiem ruszyli na obchód, Róża poszła z kapitanem, by zająć się papierkową robotą. Zauważyła, że podejrzany blondyn również zniknął. Zapytała o niego starego wilka morskiego.</p>
<p style="text-align: justify;">- Ten? A, to przedstawiciel firmy, która tę kawę odbiera. Wysyłają go, żeby naocznie sprawdzał każdą partię. Niby w porządku koleś, ale sprawia wrażenie osoby której brak… cojones<sup> </sup> – Tu kapitan zarumienił się z lekka, i odkaszlnął aby to ukryć. – Pani wybaczy, płeć piękna nie powinna słuchać takiego słownictwa. Róża uśmiechnęła się lekko, ponieważ zgadzało się to z jej obserwacjami.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy zrobili już wszystko co było do zrobienia i wsiadali do samochodu, by wrócić do biura, Róża poczuła na sobie czyjeś natarczywe spojrzenie. To blondyn, wychylając się przez burtę intensywnie się w nią  wpatrywał. Gdy odwróciła się, drgnął i szybko zniknął z jej pola widzenia. Wzruszyła ramionami, niemile poruszona. Maciek spojrzał  na nią bystro.</p>
<p style="text-align: justify;">- Ten palant łaził za mną  krok w krok. Zaglądał do wszystkich worków i patrzył mi na ręce. Mogłabyś pomyśleć, że to on jest celnikiem! Co za irytujący typ. – powiedział z niesmakiem. Róża pokiwała głową, po czym jej myśli popłynęły w zupełnie inną  stronę. Pierwszy dzień w pracy okazał się być  o wiele łatwiejszy niż się spodziewała. Przeniesienie ze Śląska było chyba dobrą decyzją…</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">* * *</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Tymczasem, na innym kontynencie, inna celniczka wdychała z rozkoszą unoszący się w powietrzu zapach czarnej kawy. Jego zapach… Poprawiła włosy, makijaż  i bieliznę, po czym uśmiechnęła się z rozmarzeniem. Sprawca jej potargania był już daleko i bynajmniej nie myślał  o ognistej celniczce. Jego myśli zajmowały daleko bardziej skomplikowane, mroczne plany. Pedro, były agent najpierw KGB a potem FSB, przeniósł się parę lat temu do Kolumbii. Dzięki umiejętnemu wykorzystaniu kontaktów sprzedawał informacje o kartelach narkotykowych do FSB a informacje o działaniach FSB do rządu Kolumbii. W zamieszaniu spowodowanym jego działaniami prowadził własne półlegalne i zupełnie nielegalne interesy. Jego atutem było to, że zawsze działał przez wynajętych ludzi. Jego imię, fałszywe oczywiście, znali wszyscy, mimo to nikt nie znał wyglądu jego twarzy. Jedyne plotki, których nie udało mu się uniknąć dotyczyły jego niesamowitego uroku osobistego, niezliczonych podbojów miłosnych i opinii zimnego drania. Irracjonalnie, właśnie ta opinia sprawiała, że kobiety stawiały sobie za punkt honoru osiągnięcie nieosiągalnego – zmiękczenie jego kamiennego serca. Pedro kwitował te wysiłki skrzywieniem warg w cynicznym uśmieszku. Dawał kobietom rozkosz, której pragnęły, brał co chciał i odchodził – uczucia tylko by przeszkadzały w realizacji niemałych przecież planów.</p>
<p style="text-align: justify;">Tym razem plany Pedra były wyjątkowo bezczelne. Znudziły mu się już kolumbijskie intrygi. Postanowił wykonać ostatni skok życia, po czym kupić sobie którąś z tropikalnych wysp i tam osiąść.</p>
<p style="text-align: justify;">Wyjął z kieszeni i z zainteresowaniem obejrzał rezerwację biletu lotniczego. Polska… Po tylu latach, znów tak blisko Matki Rosji… Uśmiechnął się z zimną satysfakcją i ruszył w stronę lotniska.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/celniczka-w-cukierniczce-cz-1.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przeźroczysty brzuch Sheng Nuna… czyli skąd ta herbata?</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/przezroczysty-brzuch-sheng-nuna%e2%80%a6-czyli-skad-ta-herbata.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/przezroczysty-brzuch-sheng-nuna%e2%80%a6-czyli-skad-ta-herbata.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Mar 2010 13:11:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kamil Całus</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[herbata]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[legenda]]></category>
		<category><![CDATA[legendy]]></category>
		<category><![CDATA[sheng nun]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyfilizance.pl/?p=132</guid>
		<description><![CDATA[Historykom i archeologom nie nastręcza problemu odgadnięcie przybliżonego choćby czasu, w którym powstały piramidy czy najstarsze na naszej planecie malowidła. Tym bardziej dziwi fakt, że historia napoju, który ludzkości towarzyszy niemal od zawsze, ginie w mrokach odległych tysiącleci, do dziś pozostając tajemnicą. Jedyne co uznawać przywykliśmy za pewnik to ojczyzna herbacianego naparu. Wszystkie drogi przecierane [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-411" title="brzuchszen" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2010/03/brzuchszen.jpg" alt="" width="300" height="200" />Historykom i archeologom nie nastręcza problemu odgadnięcie przybliżonego choćby czasu, w którym powstały piramidy czy najstarsze na naszej planecie malowidła. Tym bardziej dziwi fakt, że historia napoju, który ludzkości towarzyszy niemal od zawsze, ginie w mrokach odległych tysiącleci, do dziś pozostając tajemnicą.<span id="more-132"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Jedyne co uznawać przywykliśmy za pewnik to ojczyzna herbacianego naparu. Wszystkie drogi przecierane przez badaczy tematyki związanej z tym napojem prowadzą bowiem do Chin, choć i ten fakt pozostaje przypuszczeniem. Dla spokoju ducha i na potrzeby kolejnych akapitów, przyjmijmy jednak, że było tak w istocie.</p>
<p style="text-align: justify;">Istnieją dziesiątki legend opiewających odkrycie wspaniałego smaku i właściwości herbacianych liści. Każdej z nich zarzucić można niedokładność, nierzeczywistość czy wręcz nieprawdę. Mimo to ich bajeczny charakter i oryginalność do dziś zachwyca niezliczone rzesze miłośników herbaty na całym świecie. Zresztą… Czy można stosować chłodne zasady nauk historycznych wobec napoju, którego historia zdaje się nie mieć początku?</p>
<p style="text-align: justify;">Jeśli coś, jak ogień czy woda, obecne jest w dziejach cywilizacji od zawsze, to źródła pochodzenia takich przedmiotów i zjawisk mogą być tylko boskie. W ten właśnie sposób tłumaczyli sobie odkrycie herbaty mieszkańcy starożytnego Cesarstwa Chińskiego. Jedna z najpiękniejszych legend opowiada historię boskiego zielarza – Sheng Nuna. Kim był ów żyjący przed pięcioma tysiącami lat człowiek? Jedni mawiają, że zesłany został przez bogów. Inni wierzą, że sam musiał być jednym z bóstw, które niczym mityczny Prometeusz zeszło na ziemię, by dać ludziom podarunek, który wnieść miał radość i przywracać zdrowie w trudnym, człowieczym życiu.</p>
<p style="text-align: justify;">Na co dzień niewiele odróżniało Szenga od innych ludzi. Żył między chłopstwem, zajmując się badaniem ziół i traw, a przede wszystkim analizowaniem ich zdrowotnych właściwości. W tym właśnie tkwiła niezwykłość owego niepozornego, niskiego jegomościa o bujnych siwych włosach i bystrym, lecz łagodnym spojrzeniu. Zielarz próbował różnych kombinacji ziół na sobie, a efekt ich działania można było natychmiast zauważyć dzięki jego… przeźroczystemu brzuchowi (sic!).</p>
<p style="text-align: justify;">Jak chce legenda, Nung w poszukiwaniu nowych leczniczych roślin wyruszył w drogę. Górzyste trakty i niezwykły tamtego lata żar zmęczyły niemłodego już zielarza. Podróżnik oparł się o rosnące nieopodal drzewo i dysząc ciężko skrył rozgrzaną głowę w cieniu gęstego listowia. Opuścił wzrok i niemal natychmiast dostrzegł kątem oka mały liść zerwany zapewne przez górski wiatr z rozłożystych gałęzi. Nung pochylił się by go podnieść i natychmiast uświadomił sobie, że przecież to właśnie brak wiatru, czy choćby lekkiego ruchu powietrza, sprawił, że upał doskwierał mu tak niemiłosiernie. Zdrowy, soczyście zielony liść spadł jednak sam, mimo że jesień nadejść miała dopiero za kilka miesięcy.</p>
<p style="text-align: justify;">Zielarz uznał to za wyraźny boski znak. Podniósł listek, ujął go w dłoń i zaczął przyglądać mu się dokładnie. Pełny, mocny kolor przypadł mu do gustu. Gdy Nung zacisnął dłoń z wnętrza rośliny wypłynęły naturalne, oleiste soki. Mędrzec uniósł pomięty liść i powąchał go. Mocny, nadzwyczaj silny zapach o nieznanym mu wcześniej charakterze uderzył mu do głowy. Doświadczenie podpowiadało jedno – ta roślina pomoże mu w walce z upałem, przywróci siłę ducha i pozwoli ruszyć w dalszą drogę. Tak też się stało, a z pomocą swego niezwykłego brzucha, Sheng odkrył również, że napar przygotowany z napotkanych liści może stanowić antidotum na wiele trujących ziół, o które nie trudno było w ówczesnym Cesarstwie.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak widzą początki herbacianej historii najstarsze Chińskie kroniki. Wedle tych samych źródeł, nowy napar potrzebował wielu wieków by na dobre zadomowić się w kulturze Państwa Środka. Tym nie mniej, gdy herbata odniosła już sukces na cesarskim dworze i coraz częściej gościła również pod wiejskimi strzechami, dokonał się ostatni akt, który na stałe połączył ją nierozerwalnym związkiem z azjatycką ojczyzną.</p>
<p style="text-align: justify;">Stało się to w czasie, gdy za wielkim murem niepodzielnie panowania dynastia Tan. Pierwszy w historii badacz herbaty, Lu Jun, zakończył właśnie pisanie traktatu zwanego „Cha Tzin” czyli „Herbaciany Kanon”. Obwołany potem Herbacianym Bóstwem autor, zawarł w swej książce szczegółowy opis procesu przygotowania i obróbki herbacianych liści, gatunki oraz regiony kraju w których dokonuje się ich uprawy, metody badania jakości listowia oraz wody w której przygotowuje się napar. Rzecz jasna, dokonał również dokładnego opisy sposobów zaparzania i podawania gotowego napoju.</p>
<p style="text-align: justify;">Zaszczytom i pochwałom nie było końca. Cesarz, przeczytawszy dzieło, dołożył zaś wszelkich starań by herbaciany wywar stał się elementem dworskiej etykiety i urzędniczej pracy (co, szerze powiedziawszy, znamy chyba w tym wariancie do dnia dzisiejszego…). Herbata ostatecznie zapanowała w tej części świata.</p>
<p style="text-align: justify;">Utrzymywany w odizolowanym Cesarstwie przepis przez wiele lat pozostawał ukryty za wielkim murem. Nic dziwnego więc, że pierwsze zagraniczne podróżne herbacianego suszu wiodły przez morze do nieodległej Japonii. Niewielkie ilości przygotowanych do parzenia liści przywędrowały tam w kieszeniach sukni misjonarzy buddyjskich, którzy w dziewiątym wieku dotarli do brzegów Kraju Kwitnącej Wiśni. Ironia losu sprawiła, że nie wszystkich udało się przekonać do nowej, egzotycznej religii. Dużo więcej „wyznawców” zdobyła właśnie herbata, którą Japończycy już trzy wieki później uprawiali na masową skalę we własnych odmianach.</p>
<p style="text-align: justify;">A Europa? Tu herbata przyjęła taktykę okrążenia. Przez syberyjskie stepy i górskie pasma, na grzbietach mułów, osłów i koni, ciągnęły niekończące się karawany przemierzające Jedwabny Szkak. Już w 1547 roku kozacy, którzy na rozkaz cara zajmowali się podbijaniem syberyjskich ludów, złożyli u stóp swego władcy beczkę pachnącego suszu, otrzymaną (lub zrabowaną) od jednego z chińskich kupców. Z drugiej strony Europy, około pół wieku później, pierwsze transporty herbaty dotarły do amsterdamskiego portu.</p>
<p style="text-align: justify;">Nasz kraj znalazł się więc w swoistym herbacianym potrzasku, który sprawił, że nowy napój dość późno przebił się do naszej świadomości. O tym wspominałem już jednak wcześniej opowiadając historię pochodzenia oryginalnej, bo przecież polskiej, nazwy „Herbata”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/przezroczysty-brzuch-sheng-nuna%e2%80%a6-czyli-skad-ta-herbata.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>HerbaThea, czyli dlaczego nie Czaj?</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/herbathea-czyli-dlaczego-nie-czaj.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/herbathea-czyli-dlaczego-nie-czaj.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Nov 2009 12:08:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kamil Całus</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[chiny]]></category>
		<category><![CDATA[czaj]]></category>
		<category><![CDATA[herbata]]></category>
		<category><![CDATA[herbathea]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[nazwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyfilizance.pl/?p=113</guid>
		<description><![CDATA[Pijąc poranną filiżankę herbaty, rzadko zastanawiamy się skąd słowo „herbata” trafiło do języka polskiego. Polszczyzna może się tu zresztą poszczycić oryginalnością na skalę całej Europy i świata. Dlaczego w naszym języku herbaciany napar nazwano właśnie w ten sposób? Herbatą określamy w zasadzie trzy rzeczy: gotowy napar, susz herbaciany oraz samą roślinę rodzącą herbaciane liście. W [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-422" title="herbathea" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2009/11/herbathea4.jpg" alt="" width="300" height="200" />Pijąc poranną filiżankę herbaty, rzadko zastanawiamy się skąd słowo „herbata” trafiło do języka polskiego. Polszczyzna może się tu zresztą poszczycić oryginalnością na skalę całej Europy i świata. Dlaczego w naszym języku herbaciany napar nazwano właśnie w ten sposób?<span id="more-113"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Herbatą określamy w zasadzie trzy rzeczy: gotowy napar, susz herbaciany oraz samą roślinę rodzącą herbaciane liście. W swej ojczyźnie, Chinach, herbata posiada setki nazw różniących się w zależności od regionu w którym występuje, rodzaju oraz gatunku. Mamy więc odmiany: <strong><a href="http://www.krainaherbaty.pl/herbata-czarna/yunnan-china-black.html">Yunnan</a></strong>, Chicha, Tocha czy <strong><a href="http://www.krainaherbaty.pl/herbata-czerwona/milk-oolong.html" target="_blank">Oolong</a></strong>.  Mimo to, najczęściej używaną nazwą ( i rozumianą w całym kraju bez względu na dzielące go różnice językowe) jest „Cza”, co znaczy po prostu – „młody listek”. W różnych prowincjach Państwa Środka, słowo to wymawiane jest nieco inaczej, przyjmując czasem formę „Czha” lub „Ccha” a niekiedy „Czaja” lub „Tia”.</p>
<p style="text-align: justify;">Zaczyna brzmieć znajomo? Jeśli nie jest to przekonujący argument dodam, że o ile świeże liście nazywa się „Cza” a gotowy susz czarnej herbaty „U-cza”, to przygotowany z niego napar zwie się po prostu „Cza-j’em”. W ten sposób około V w. n.e. powstało słowo, które prąc na zachód zrobiło tam błyskawicznie oszałamiającą karierę. Cała Azja, a potem niemal wszystkie ludy słowiańskie, zaczęły nazywać, przywożony przez karawany ciągnące z dalekiego Wschodu, napój „Czajem”. Niemal wszystkie prócz… Polaków.</p>
<p style="text-align: justify;">W naszej ojczyźnie wykształciła się bowiem nazwa nie mająca odpowiednika w żadnym innym języku i do dziś zdumiewająca przybywających do naszego kraju obcokrajowców. Stanowi ona połączenie słów <strong>„Herba”</strong> (oznaczającego po łacinie „trawę”) i <strong>„Thea”</strong> (czyli łacińskiego rzeczowinika oznaczającego herbatę).</p>
<p style="text-align: justify;">Przyczyna nazywania herbacianego napoju właśnie w ten sposób leży w przyzwyczajeniach kulinarnych naszych przodków. Nawykli raczej do łagodnych napojów alkoholowych, jak wino czy miód, z podejrzliwością spoglądali na zaparzane w niewielkich filiżankach liście nieznanej im rośliny. Mimo to, ówcześni medycy i aptekarze doceniali lecznicze właściwości herbaty stosując napar jako lekarstwo. W środowisku lekarskim wykształciła się więc nazwa łacińska, tradycyjnie używana na określanie medykamentów. Nasi dziadowie niemal do końca XVIII wieku nie mogli przekonać się do picia herbaty wyłącznie dla przyjemności. By to zmienić potrzebny był dopiero rozpad kraju i  dominacja rosyjskiej, herbacianej kultury.</p>
<p style="text-align: justify;">Anglicy i Holendrzy natomiast, którzy rozpowszechnili drugą znaną w świecie nazwę herbaty – „tea”, swój pierwszy kontakt z Chinami nawiązali gdy ich statki przybyły do południowo-wschodnich portów Cesarstwa. Nigdzie indziej wpływać zresztą nie mogły, gdyż Imperator kategorycznie zakazał przybyszom z Zachodu zapuszczania się w odleglejsze rejony swego kraju. W goszczących Brytyjczyków portach skrzynie pełne suszu nazywano po prostu „tia” co błyskawicznie zadomowiło się w tym języku przechodząc w znane dziś wszystkim – „tea”.</p>
<p style="text-align: justify; padding-left: 30px;"><strong> Nasz niezwykły pomysł by herbatę nazwać zupełnie inaczej niż reszta świata sprawia niekiedy niemałe zamieszanie wśród polskich producentów, eksportujących ten napój za granice. Nie raz dowiadują się oni, że według zagranicznych konsumentów marką ich herbaty nie jest ich własna, firmowa nazwa, dumnie zdobiąca opakowanie,  ani nawet gatunek suszu lecz… “Herbata” – wyraz, na tyle oryginalny, że sam w sobie stanowi doskonałą markę…</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/herbathea-czyli-dlaczego-nie-czaj.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Hrabia” bez rodowodu?</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/%e2%80%9ehrabia%e2%80%9d-bez-rodowodu.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/%e2%80%9ehrabia%e2%80%9d-bez-rodowodu.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Nov 2009 12:32:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kamil Całus</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[charles grey]]></category>
		<category><![CDATA[earl]]></category>
		<category><![CDATA[grey]]></category>
		<category><![CDATA[herbata]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyfilizance.pl/?p=123</guid>
		<description><![CDATA[Pojawiła się zupełnie niedawno w sposób okryty tajemnicą i błyskawicznie zawojowała imperialne imbryki, filiżanki i podniebienia. To jej odkryciu Brytyjczycy zawdzięczają tradycyjny popołudniowy „tea time” i… dobry nastrój o poranku. Earl Grey to najpopularniejsza na świecie odmiana czarnej herbaty. Znana i rozpoznawana niemal w każdym jego zakątku, stała się dla Brytyjczyków jednym z symboli narodowych. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-431" title="hrabia" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2009/11/hrabia.jpg" alt="" width="300" height="200" />Pojawiła się zupełnie niedawno w sposób okryty tajemnicą i błyskawicznie zawojowała imperialne imbryki, filiżanki i podniebienia. To jej odkryciu Brytyjczycy zawdzięczają tradycyjny popołudniowy „tea time” i… dobry nastrój o poranku.</p>
<p><span id="more-123"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><strong><a href="http://www.krainaherbaty.pl/herbata-czarna/earl-grey.html">Earl Grey</a></strong> to najpopularniejsza na świecie odmiana czarnej herbaty. Znana i rozpoznawana niemal w każdym jego zakątku, stała się dla Brytyjczyków jednym z symboli narodowych. Swój niezwykły aromat i wyrazisty, orzeźwiający smak zawdzięcza dodawanemu do suszu olejkowi pozyskiwanemu ze skórek bergamotowych pomarańczy lub z kory drzewa rodzącego te śródziemnomorskie owoce.</p>
<p style="text-align: justify;">Znawcy herbacianego rzemiosła do dziś wiodą nieustające spory dotyczące receptury pozwalającej na przygotowanie Earl Greya. Jedni twierdzą, że do jego przyrządzenia powinno stosować się wyłącznie chińskie czarne herbaty. Inni ripostują proponując odmiany indyjskie. Mimo to większość smakoszy ciemnobrunatnego napoju obie te wersje uznaje za słuszne, w jednakowy sposób delektując się smakiem herbaty. Jednak – która ze stron ma rację? Zacznijmy od początku i spróbujmy ustalić jak doszło do takiego zamieszania…</p>
<p style="text-align: justify;">Mimo że ta znana na całym świecie herbata liczy sobie jedynie około 200 lat, do dziś nie cichną dyskusje dotyczące jej pochodzenia. Badacze zgadzają się wyłącznie co do pewnego szczegółu: człowieka którego nazwisko na wieki miało utrwalić się właśnie w nazwie tej wyjątkowej odmiany herbaty. Był nim sir Charles Grey zwany, z racji swego szlacheckiego pochodzenia „Earlem (hrabią) Grey”.  Ten znany brytyjski polityk początku XIX wieku zasłużył się dla swej ojczyzny i milionów obywateli Imperium Brytyjskiego zniesieniem niewolnictwa, lecz przewrotny los postanowił zapisać jego nazwisko raczej na herbacianych puszkach niż w historycznych księgach…<br />
Milionowe rzesze wielbicieli Earl Grey stworzyły i rozpowszechniły między sobą liczne opowieści i mity dotyczące sposobu w jaki ta aromatyczna, czarna herbata dotarła do skalistych, spowitych wieczną mgłą brytyjskich wybrzeży.  Mawia się, że ongiś, w czasach gdy flotą panującej na Pacyfiku marynarki brytyjskiej zarządzał hrabia Grey, załoga jednego z imperialnych okrętów pospieszyła na pomoc tonącemu chińskiemu żaglowcowi. Mimo starań marynarzy zwinny szkuner dotarł na miejsce katastrofy zbyt późno by pomóc pasażerom feralnego rejsu. Na powierzchni oceanu unosił się jedynie mały chłopiec. Niespełna 10-cio letni Chińczyk, uchwyciwszy się fragmentu masztu, ostatkiem sił wzywał pomocy od brytyjskich marynarzy.</p>
<p style="text-align: justify;">Malec, który cudem tylko uniknął śmierci, okazał się synem mandaryna – wysokiego cesarskiego urzędnika. Ten, gdy tylko dowiedział się komu zawdzięcza życie  ukochanego dziecka, postanowił w szczególny sposób odwdzięczyć się swemu dobroczyńcy. Kilka tygodni później, do londyńskiej rezydencji sir Charlesa Greya, trafiła ogromna skrzynia wypełniona po brzegi nieznanym, aromatycznym suszem, mającym wkrótce podbić całe Imperium.</p>
<p style="text-align: justify;">Tyle mówi oficjalna legenda tłumacząca pojawienie się Hrabiego Herbat na brytyjskich stołach. Jej zwolennikom nie przeszkadza nawet fakt, że w początkach XIX stulecia, ani tym bardziej wcześniej, w Państwie Środka nie uprawiano drzew bergamotowych. Sami Chińczycy też nigdy nie przepadali za czarną herbatą, stawiając na piedestale odmiany zielone. Jeśli więc uznamy, że prezent nie wynikał z chęci pozbycia się nielubianego przez mandaryna suszu zalegającego w jego spiżarniach, całą historię mogli będziemy włożyć między bajki.</p>
<p style="text-align: justify;">W sukurs naszym wątpliwościom przychodzi inna historia. Wedle niej sir Grey, piastujący kilka lat po opisywanych wcześniej wydarzeniach stanowisko ministra spraw zagranicznych, udał się z wizytą dyplomatyczną do Indii, będących wówczas brytyjską kolonią. Gdy pojawił się na dworze jednego z lokalnych radżów, doszło do niebezpiecznego incydentu, w wyniku którego syn indyjskiego władcy omal nie zginął pod tygrysimi pazurami. I tym razem ludzie hrabiego ruszyli z pomocą zabijając zwierzę i ratując niedoszłą ofiarę od straszliwej śmierci. Wdzięczny radża wydał ucztę na cześć gościa i podarował mu zapas nieznanej w Imperium herbaty.</p>
<p style="text-align: justify;">To wszystko jednak baśniowe historie o których prawdziwości zapewne nie będzie nam dane się przekonać. Pewne jest natomiast, że skrzynia, jaką otrzymał Charles Grey nieuchronnie opróżniała się… By upewnić się, że przepis na napój, który zdążył już szlachcicowi przypaść do gustu nie zaginie, Grey wysłał część suszu do dwóch londyńskich firm zajmujących się produkcją herbaty. Jedna z nich, należąca do rodziny Twiningów, po kilkutygodniowych próbach uzyskała podobną w smaku mieszankę bazując na czarnych odmianach <strong><a href="http://www.krainaherbaty.pl/herbata-czarna/darjeeling-himalayan-ftgfop1.html" target="_blank">Darjeeling</a> </strong>i <strong><a href="http://www.krainaherbaty.pl/herbata-czarna/lapsang-souchong.html" target="_blank">Lapsang Souchong</a></strong>. Druga kompania, prowadzona przez rodzinę Jacksonów, stworzyła na bazie dostarczonej przez Greya próbki kupaż oparty wyłącznie na gatunkach chińskiej czarnej herbaty. W ten sposób narodziły się dwie szkoły przygotowywania Earl Grey, które do dziś walczą o laur pierwszeństwa i wyłączne prawo do uznania swej receptury za „jedyną”.</p>
<p style="text-align: justify;">Kto wie jednak co dalej działo by się z nowym naparem gdyby nie, w istocie nie zamierzona, królewska interwencja. Anna VII, księżna Bedfordu, znana była ze swego zamiłowania do podjadania między posiłkami. Ze zrozumiałych względów starała się swój mały sekret zachować jedynie dla siebie, dlatego też gdy miała na to ochotę przyzywała do swych komnat zaufaną służbę. Ta, doskonale już wiedząc co robić, przynosiła jej filiżankę herbaty wraz z ciastkami i wypiekami, którymi księżna mogła zaspokoić swój głód. Niemal od razu przypadł jej do gustu Earl Grey, który swą intensywnością doskonale wzmagał smak ciast i łakoci. Tajemnica nie trwała jednak długo i gdy wieść o zwyczajach księżnej Anny zaczęła krążyć po salonach, szlachcianka spodziewała się już tylko uszczypliwych uwag. Tymczasem jej zwyczaj tak bardzo spodobał się śmietance brytyjskiej arystokracji, że stał się nową tradycją. Od tego czasu coraz częściej przedstawiciele wyższych sfer zasiadali do popołudniowej herbaty, okraszonej wypiekami i słodyczami. Dzięki niedyskrecji pewnej służącej powstał więc jeden z najbardziej charakterystycznych angielskich zwyczajów.</p>
<p style="text-align: justify;">Dziś <strong><a href="http://www.krainaherbaty.pl/herbata-czarna/earl-grey.html" target="_blank">Earl Greya</a></strong> piją dziesiątki milionów ludzi na kontynencie europejskim i co najmniej drugie tyle na całym świecie. Substancje zawarte w olejku bergamotowym stymulują pracę mózgu, wzmacniają układ odpornościowy i zwiększają produkcję endorfin, co niezwykle poprawia nastrój o każdej porze dnia i nocy. Może więc warto zacząć dzień od filiżanki Earl Grey ?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/%e2%80%9ehrabia%e2%80%9d-bez-rodowodu.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Legendarny napój</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/legendarny-napoj.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/legendarny-napoj.html#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 29 Aug 2009 12:57:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kamil Całus</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[herbata]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[legendy]]></category>
		<category><![CDATA[mity]]></category>
		<category><![CDATA[podania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyfilizance.pl/?p=41</guid>
		<description><![CDATA[Historia naparów i ich powstawania to najczęściej ciąg niebywałych przypadków, dzięki którym dziś możemy cieszyć się szalonym bogactwem odmian, smaków i właściwości. Możemy także podziwiać niezwykłe mity i podania, które zrodziły się by opisać narodziny tak ważnego dla ludzkości napoju. Dla odmiany zaczniemy od kawy, której pobudzające właściwości odkrył, jak chce legenda, pewien pasterz. Zauważył [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-442" title="mitycznynapoj" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2009/08/mitycznynapoj.jpg" alt="" width="300" height="200" />Historia naparów i ich powstawania to najczęściej ciąg niebywałych przypadków, dzięki którym dziś możemy cieszyć się szalonym bogactwem odmian, smaków i właściwości. Możemy także podziwiać niezwykłe mity i podania, które zrodziły się by opisać narodziny tak ważnego dla ludzkości napoju.<span id="more-41"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Dla odmiany zaczniemy od kawy, której pobudzające właściwości odkrył, jak chce legenda, pewien pasterz. Zauważył on, że jego owce wyjątkowo upodobały sobie liście i owoce krzewów porastające skaliste zbocza gór na których pasły się jego stada. Zadziwiała go niezwykła szybkość i zwinność z jaką poruszały się zwierzęta uraczone tą tajemniczą rośliną. Sam również postanowił spróbować. Tak odkryto kawę. Naprawde niezwykłe historie odnajdziemy jednak w tych kulturach które kwitły w cieniu herbacianych drzew i krzewów.</p>
<p style="text-align: justify;">Hindusi od wieków przekazują sobie opowieść, która nie tylko tłumaczy pochodzenie herbaty ale czyni ją również napojem mistycznym. Powiada się, że żyjący przed setkami lat fakir imieniem Dżarma postanowił poświęcić się siedmioletnim medytacjom, odmawiając sobie jednocześnie snu. Nie było to jednak zadaniem łatwym i mimo szczerej wiary i żarliwego zapału siły coraz wyraźniej opuszczały świętego męża. Niemal zasypiając rozpaczliwie schwycił gałęzie krzewu pod którym oddawał się swoim przemyśleniom.</p>
<p style="text-align: justify;">Senność morzyła go jednak nieustannie i Dżarma z rezygnacją opadł na ziemię trzymając w zaciśniętej dłoni kilka liści które zerwał próbując utrzymać równowagę. Fakir włożył je sobie do ust i zaczął powoli żuć, sądząc, że odwróci to jego uwagę od uporczywego zmęczenia. Z nagła ogarnęła go niebywała jasność umysłu, a zmysły niemłodego już człowieka stały się ostrzejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Zmęczenie zupełnie zniknęło i pogrążonemu w medytacji Dżarmie udało się wytrwać siedem bezsennych lat.</p>
<p style="text-align: justify;">Współcześni lekarze uporczywie twierdzący, że człowiek pozbawiony snu przez dwa tygodnie umiera nie przyklasnęli by chyba tej historii. Taki jest jednak urok legend, że nie sposób konfrontować prawd w nich zawartych z faktami naukowymi. Liście jakiego rodzaju herbaty tak znakomicie wpłynęły na naszego fakira? Tego nie wiemy. Być może były to liście drzewa porastającego dziś ogrody położone u stóp niebotycznych Himalajów, w północnych Indiach? Tam, w dolinie wijącej się wśród słonecznych zboczy Brahmaputry od dawien dawna pielęgnuje się drzewa rodzące liście niezwykłej odmiany <strong><a href="http://www.krainaherbaty.pl/herbata-czarna/assam-fftgfop-gentleman.html" target="_blank">herbaty zwanej Assam</a></strong>. Świeża i krótko parzona wspaniale orzeźwia i pobudza. Rozjaśnia myśli i poprawia nastrój. Sami Hindusi zwykli ją jedynie słodzić, słusznie twierdząc, że doskonałości nie potrzeba dodatkowej oprawy.</p>
<p style="text-align: justify;">Wróćmy jednak do legend i podań. Chińczycy z dumą przekonują, że ich ojczyzna jest także ojczyzną herbaty. Podkreślają to przekazywaną z upodobaniem historią o cesarzu Czen Nan, rządzącym Państwem Środka przed 5 tysiącami lat. Władca znany był ze swego zamiłowania do samotnych przechadzek wśród bajecznej roślinności porastającej jego pałacowy ogród. W tych odległych czasach, medycy cesarscy radzili gotować wodę i aromatyzować ją za pomocą rozlicznych roślinnych dodatków. Nikomu nie mogło jednak przyjść do głowy, by do czary „Posłańca Niebios” – jak nazywano cesarza, wrzucać zwykłe liście. Dopomóc miał więc przypadek. Gdy Dostojny Pan spoczął pod jednym z drzew nagły powiew wiatru strącił z jego gałęzi liść który łagodnie opadł wprost do naczynia z wrzącą wodą. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, woda nabrała mocnego, złotobrązowego koloru. Władca patrzył na to wszystko z zachwytem, pewny boskiego pochodzenia tak niezwykłego wiatru, jak samego naparu. Zachwycił go lekko cierpki smak i pobudzające właściwości nowego napoju. Tak też odkryto herbatę.</p>
<p style="text-align: justify;">Może w tym tkwić wiele prawdy, jako że przez wiele kolejnych wieków przynajmniej niektóre z rodzajów herbat uważano za godne jedynie cesarskiego podniebienia. Za złamanie tabu skazywano na śmierć, a wyroki bezlitośnie wykonywano.</p>
<p style="text-align: justify;">Na drugiej półkuli, wśród rosnących na nieprzyjaznych południowoamerykańskich ziemiach krzewach również powstawały niezwykłe opowieści. Ich tematem był napój przygotowywany z liści rośliny zwanej ostrokrzewem paragwajskim – słynna <a href="http://www.krainaherbaty.pl/herbata-zdrowotna/yerba-mate-guarana.html" target="_blank"><strong>Yerba Mate</strong></a>. Jest to legenda plemienia Guarani, zamieszkującego pogranicze Paragwaju i Argentyny. Przed wieloma laty, jego członkowie uprawiali ziemię wydartą potężnej puszczy. Gleba jednak jałowiała i po pewnym czasie cała wioska ruszać musiała dalej w poszukiwaniu żyznych terenów. I tym razem nadszedł więc czas wędrówki. Pewien stary Indianin, schorowany i zmęczony odmówił jednak podróży, prosząc by zostawiono go na miejscu. Najmłodsza z jego córek, piękna Jara, rzuciła się do stóp ojca i mimo jego namów zdecydowała się z nim pozostać. Guarani ruszyli więc dalej, nie bez żalu pozostawiając za sobą swych pobratymców.</p>
<p style="text-align: justify;">Taka niezwykła miłość musiała zostać wynagrodzona. Pewnego dnia nieznany szaman zawitał do domu Jary pytając co może uczynić by była szczęśliwa. Dziewczyna nie wahając się odparła, że ma wszystko co do szczęścia jej potrzeba. Szaman jednak nie ustępował – Chciałabyś nowych sił i zdrowia dla Twego ojca, byście razem mogli dotrzeć do naszego plemienia. – stwierdził, w sobie tylko znany sposób czytając w jej myślach. Nie czekając na jej odpowiedź podarował jej wiecznie zieloną roślinę, którą kazał zasadzić a następnie ususzyć kilka liści i przygotować z nich napój. Jak chce legenda, mała sadzonka pachnieć miała dobrocią, którą przejęła od samej Jary.  Nie trudno domyślić się zakończenia tej historii. Ojciec po pewnym czasie ozdrowiał i nabrał sił by kontynuować podróż. Natomiast uradowani współplemieńcy zachwycili się wspaniałym napojem który pokazała im Jara. Tak też Yerba Mate zaczęła podbijać cały kontynent.</p>
<p style="text-align: justify;">Wszystkie te historie podkreślają tylko rolę jaką herbata pełni w budowaniu kultur, cywilizacji i stylu życia. Jest to zresztą niezwykły fenomen. Niewiele jest bowiem napojów czy dań owianych tak wieloma mitami, legendami i opowieściami.</p>
<p style="text-align: justify;">Zastanówmy się przez chwilę, czy znamy jakąś legendę dotyczącą naszego narodowego napoju…?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/legendarny-napoj.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
