<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>PrzyFiliżance.pl - Magazyn Dobrego Smaku &#187; historia</title>
	<atom:link href="http://www.przyfilizance.pl/category/historia/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.przyfilizance.pl</link>
	<description>Magazyn Dobrego Smaku</description>
	<lastBuildDate>Wed, 30 Nov 2011 11:59:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Puszczona z torbami</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/puszczona-z-torbami.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/puszczona-z-torbami.html#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 03 Sep 2011 13:29:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kamil Całus</dc:creator>
				<category><![CDATA[Najnowsze wpisy]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przyfilizance.pl/?p=1876</guid>
		<description><![CDATA[Gdy powstała przez wiele lat traktowana była jedynie jako ekstrawagancka ciekawostka. Dziś produkowana jest w miliardach (sic!) egzemplarzy rocznie i stanowi prawie 80% europejskiego rynku herbacianego. Jak powstała torebka herbaciana? Jak się okazuje zaledwie przed siedmiu laty herbata w woreczkach obchodziła swoje setne urodziny. Za autora pomysłu by herbatę umieszczać w torebkach uważa się nowojorskiego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-1877" title="torebka" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2011/08/torebka.jpg" alt="" width="300" height="200" />Gdy powstała przez wiele lat traktowana była jedynie jako ekstrawagancka ciekawostka. Dziś produkowana jest w miliardach (sic!) egzemplarzy rocznie i stanowi prawie 80% europejskiego rynku herbacianego. Jak powstała torebka herbaciana?<span id="more-1876"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Jak się okazuje zaledwie przed siedmiu laty herbata w woreczkach obchodziła swoje setne urodziny. Za autora pomysłu by herbatę umieszczać w torebkach uważa się nowojorskiego kupca, Tomasa Sullivana, choć istnieją poważne wątpliwości co do tego, czy Amerykanin dokonał swego odkrycia w pełni świadomie.</p>
<p style="text-align: justify;">Działo się to w roku 1904. Do tego czas herbatę sprzedawano tradycyjnie w metalowych puszkach, w jakich można ją czasem spotkać i dziś. Taki pojemnik doskonale zabezpieczał susz przed wilgocią, słońcem i utratą aromatu. Był jednak stosunkowo kosztowny, więc przedsiębiorczy Sullivan, by zaoszczędzić na kosztach opakowania, zaczął sprzedawać herbatę w jedwabnych woreczkach. Kilkoro zaskoczonych klientów, nie znając do końca przeznaczenia nowego pojemniczka wsadziło go po prostu do filiżanki i zalało gorącą wodą. Herbata oczywiście zaparzyła się, a komfort spożywania naparu pozbawionego fusów przysporzył nowemu wynalazkowi bardzo wielu zwolenników.</p>
<p style="text-align: justify;">Po upływie  15 lat na terenie całego kraju powstawały fabryki produkujące herbatę w torebkach, ale nowa technologia daleka była od doskonałości.  Jedwabne woreczki na potrzeby masowej produkcji zastąpiono torebeczkami z gazy. Ta jednak, pod wpływem wysokiej temperatury, wydzielała nieprzyjemny posmak, który psuł smak zawartej w woreczku herbaty. Ostatecznie gazę udało się zastąpić specjalnym papierem, wymyślonym przez inżyniera jednej z amerykańskich fabryk papieru nazwiskiem Osborne. Jego papier, wytwarzany z abaki, doskonale przepuszczał wodę i nie pozostawiał nieprzyjemnego posmaku. Był przy tym bardzo wytrzymały.</p>
<p style="text-align: justify;">Zmianie ulegał nie tylko materiał z którego wykonywano torebki, ale także ich konstrukcja. Pierwsze woreczki jedynie zaszywano za pomocą jedwabnej nici i dopiero po kilku latach, wraz z rozwojem technologii, zaczęto sprasowywać torebki termicznie. Mimo zainteresowania pomysłem Sullivana aż do końca lat sześćdziesiątych torebki herbaciane uznawano za przejaw ekstrawagancji i traktowano raczej jako ciekawostkę niż autentyczny sposób na ułatwienie sobie życia. Herbata ekspresowa stanowiła wtedy 7% wszystkich sprzedawanych herbat. Dziś w krajach rozwiniętych liczba ta sięga 90%. Wynik ten mówi sam za siebie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ograniczenia herbaty w torebce</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Od czasów wynalazku inżyniera Osborna woreczki nie mają już wpływu na smak ani chemiczny skład herbaty. Nie oznacza to jednak, że nie mają one swoich ograniczeń. Przede wszystkim nie każda herbata nadaje się do pakowania w torebkę. Duże liście nie są w stanie w pełni rozwinąć się wewnątrz niewielkiego woreczka, z tego też powodu torebki napełnia się najczęściej liśćmi o niewielkim rozmiarze, zwanych „fannings”. Są to bardzo małe cząstki liści, zwane niekiedy pyłem herbacianym. Przez wielu smakoszy, odmiana ta umiejscawiana jest u samego dołu herbacianej hierarchii.</p>
<p style="text-align: justify;">Fannings parzą się bardzo szybko i nadają naparowi intensywnej barwy i silnego smaku. Przez to jednak trudno kontrolować sam proces zaparzania – zbyt wczesne wyciągnięcie torebki sprawi, że herbata będzie pozbawiona smaku, a zbyt długie (zaledwie o kilkanaście sekund) zafunduje nam gorzki napar.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/puszczona-z-torbami.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>7 kawowych anegdot, które nawet Wam się nie śniły&#8230;</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/7-kawowych-anegdot-ktore-nawet-wam-sie-nie-snily.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/7-kawowych-anegdot-ktore-nawet-wam-sie-nie-snily.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Jun 2011 12:18:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur Cichoń</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przyfilizance.pl/?p=1670</guid>
		<description><![CDATA[To niezwykłe, jak wiele legend i niewiarygodnych historii przez lata „narosło” wokół kawy. Trzeba przyznać, że ta swoista tajemniczość jest nierozerwalnie związana z czarnym naparem i to od chwili okiełznania kawowca przez człowieka. Dziś proponuję Wam przegląd siedmiu najciekawszych kawowych historyjek. Już sama legenda mówiąca o pierwszym kontakcie człowieka z kawą mogłaby zająć honorowe miejsce [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2011/06/kawa.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-1671" title="kawa" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2011/06/kawa.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a>To niezwykłe, jak wiele legend i niewiarygodnych historii przez lata „narosło” wokół kawy. Trzeba przyznać, że ta swoista tajemniczość jest nierozerwalnie związana z czarnym naparem i to od chwili okiełznania kawowca przez człowieka. Dziś proponuję Wam przegląd siedmiu najciekawszych kawowych historyjek.<span id="more-1670"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Już sama legenda mówiąca o pierwszym kontakcie człowieka z kawą mogłaby zająć honorowe miejsce w tym zestawieniu. O tym już jednak pisałem &#8211; zainteresowanych odsyłam do artykułu &#8211; więc dzisiaj skupię się na nieco bardziej prawdopodobnych, acz równie ciekawych dykteryjkach.</p>
<p style="text-align: justify;">1. Wolter, słynny francuski filozof, pisarz, myśliciel oświecenia, zwolennik tolerancji i racjonalizmu. Co miał wspólnego z kawą? Ano to, że wprowadziłby w niemałe zakłopotanie naukowców z Science Nutrition i innych ośrodków badawczych, które raz na jakiś czas informują nas o niekorzystnym wpływie kawy na zdrowie. Wieść głosi, że wypijał dziennie około 50 filiżanek. Żył 84 lata.</p>
<p>2. Wiecie kiedy kawa pachnie najintensywniej? Nie wiecie, chyba że byliście w pobliżu ziaren, które stygły świeżo po paleniu! Wtedy to uwalniają w powietrze około 700 różnych aromatów, których jedynie niewielka część pozostaje w ziarnie. To ona właśnie jest nam znana jako zapach kawy. Ach, wyobrażacie sobie, jak pachniałby nasz ulubiony napój, gdyby nie to całe marnotrawstwo?!</p>
<p>3. A teraz mały, acz bardzo sympatyczny obyczaj! Są dwa kraje, w których tradycja nakazuje podać filiżankę kawy najstarszej osobie, a dopiero potem pozostałym. Wiecie jakie? Geograficznie znajdują się niedaleko, acz ideologicznie nie można ich przyrównać do dwójki dobrych znajomych popijających kawę&#8230; Grecja i Turcja, od lat skłócone choćby w kwestii Cypru, podzielają obyczajowość w kwestii podawania kawy. Co ciekawe, obowiązuje to nawet w co bardziej konserwatywnie prowadzonych kawiarniach i restauracjach. Trzeba przyznać, że potrafią docenić czarny napój!</p>
<p>4. Znacie historię tzw. bostońskiej herbatki? W 1773 roku, w akcie sprzeciwu wobec brytyjskiego kolonisty, amerykańcy rebelianci wyrzucili do oceanu cały ładunek świeżo dostarczonej herbaty. To jednak nie koniec historii. W imię manifestacyjnego odrzucenia wszystkiego co brytyjskie &#8211; a trudno o rzecz bardziej wyspiarską, niż herbata &#8211; w Bostonie i na całym wschodnim wybrzeżu, pojawił się nowy zwyczaj &#8211; picia kawy &#8211; i nowa instytucja &#8211; kawiarnia.</p>
<p>5. Coraz częściej spotyka się ziarna kawowca jako zupełnie jadalny przysmak: specjalnie wyselekcjonowane ziarna o niskiej twardości, oblane czekoladą dowolnego rodzaju. Wielu z nas &#8211; ja również &#8211; lubi chrupać ziarna przed ich zmieleniem. Nie jesteśmy jednak w tym szczególnie oryginalni. Na taki sam pomysł wpadli amerykańscy żołnierze w trakcie Wojny Secesyjnej. Nowa używka tak bardzo im się spodobała, że została na stałe włączona do żołnierskiej racji żywnościowej! Czyżby kawa pogrążyła Konfederację, wraz z całym jej ideologicznym bagażem?</p>
<p>6. A teraz piękny przeżytek, szkoda, że już tego nie obserwujemy. Na początku XX stulecia w Stanach Zjednoczonych, kawa była dostarczana pod drzwi przez obwoźnego sprzedawcę zasiadającego w ciągniętym przez konia powozie. Ach, wyobrażacie sobie ten widok o poranku?</p>
<p>7. Wiecie kim jest barista, prawda? To prawdziwy mistrz parzenia i podawania kawy w wymyślny sposób. W krajach o bardziej bogatej kawowej kulturze i tradycji to człowiek-instytucja. By być baristą należy przejść szereg szkoleń i niejedną ścianę zapełnić dyplomami i certyfikatami. Ile lat średnio liczy sobie barista we Włoszech? Bagatela &#8211; 48!</p>
<p style="text-align: justify;">A może Wy znacie jakieś ciekawe około-kawowe anegdoty?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/7-kawowych-anegdot-ktore-nawet-wam-sie-nie-snily.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Historia herbacianych pól Batumi…</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/historia-herbacianych-pol-batumi%e2%80%a6.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/historia-herbacianych-pol-batumi%e2%80%a6.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 01 Apr 2011 10:02:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kamil Całus</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przyfilizance.pl/?p=1555</guid>
		<description><![CDATA[Kiedyś napar ów cieszył się w naszym kraju nieco wymuszoną popularnością. O miejscu skąd pochodził rozśpiewane „Filipinki” układały piosenki, a sam jego susz gościł w większości polskich domów. Gruzińska herbata, bo o niej mowa w czasach PRL-u nie była szczególnym przysmakiem, a dziś? Historia gruzińskiego suszu, mimo że krótka, warta jest opowiedzenia.  Pierwsze próby jego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-1556" title="herbaty" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2011/03/herbaty.jpg" alt="" width="300" height="200" />Kiedyś napar ów cieszył się w naszym kraju nieco wymuszoną popularnością. O miejscu skąd pochodził rozśpiewane „Filipinki” układały piosenki, a sam jego susz gościł w większości polskich domów. Gruzińska herbata, bo o niej mowa w czasach PRL-u nie była szczególnym przysmakiem, a dziś?<span id="more-1555"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Historia gruzińskiego suszu, mimo że krótka, warta jest opowiedzenia.  Pierwsze próby jego uprawy w górskiej kaukaskiej krainie podejmowano już na początku XIX wieku, ale były to raczej jedynie eksperymenty, których skala nijak nie mogła zagrozić dominacji odmian sprowadzanych z Dalekiego Wschodu.  Wydawało się, że kwitnące plantacje kolonialne zakładane masowo w Indiach przez  Brytyjczyków, zapewnią dość towaru by zaspokoić rosnący stale w Imperium Carów popyt na herbaciany napar. Brytyjczycy mieli bowiem plantatorskie doświadczenie, którego Rosjanom brakowało i niechętnie dzielili się nim z obcymi. Tymczasem stało się inaczej…</p>
<p style="text-align: justify;">Po Wojnie Krymskiej zakończonej w 1856 roku do rosyjskiej niewoli dostało się wielu angielskich żołnierzy i oficerów. Traktowani byli dość łagodnie – najczęściej osiedlano ich po prostu na terenach o niskim zaludnieniu, których w Rosji zawsze było pod dostatkiem.  Jacob McNamara, jeden z takich właśnie oficerów trafił do Gruzji i mimo możliwości powrotu do ojczyzny, zdecydował się związać swe życie z tym krajem. Niemały udział miała w tym zapewne pewna piękna Gruzinka, którą poślubił w niedługi czas po zesłaniu… ale wróćmy do właściwej opowieści. McNamara wiedział co nie co o uprawie herbat w koloniach brytyjskich i , w przeciwieństwie do swych rodaków, nie miał obiekcji by wiedzy swej użyć w praktyce.  Sukces nie był wielki, ale plantacje przynosiły zyski i zyskiwały popularność. W 1864 roku Anglik po raz pierwszy zaprezentował swój wyrób, zwany wtedy „herbatą kaukaską”. Jej jakość nie była zbyt wysoka, a suszu używano w zasadzie jedynie jako domieszki do odmian chińskich. Były to jednak dopiero początki.  W przeciągu kolejnych lat udowodniono, że przy odpowiedniej obróbce i pielęgnacji gruzińskie liście herbaciane nie będą w cale odbiegały od herbat chińskich. Do wybuchu rewolucji udało się więc z powodzeniem dopracować  takie odmiany jak „Bogatyr”, „Kara-dere” czy np. „Zedoban”. Za jakością z trudem nadążała skala upraw. Do 1917 roku, wszystkie plantacje herbaciane w Imperium zajmowały jedynie ok. 900 hektarów.</p>
<p style="text-align: justify;">Nadeszły jednak czasy radzieckie, a z nimi idea samowystarczalnej gospodarki, która od teraz produkować miała jak najwięcej na własne potrzeby. Plantacje zwiększały swe rozmiary, powołany został specjalny instytut badań nad herbatą, a do tego w 1948 udało się po raz pierwszy w historii stworzyć (metodą doboru naturalnego) sztuczny szczep herbaciany (niektóre z nich wytrzymywały np. temperatury do -25 stopni Celsjusza).</p>
<p style="text-align: justify;">Wielkość plantacji rosła tak szybko, że w niewielkiej republice w krótkim czasie brakować zaczęło wykwalifikowanych zbieraczy. Dlatego też właśnie Gruzja stała się ojczyzną pierwszej w historii… maszyny do zbierania herbaty. Jej osiągi były oszałamiające. Potrafiła ona w godzinę wykonać pracę, którą jeden robotnik wykonywałby przez cały miesiąc!</p>
<p style="text-align: justify;">Ale Związek Radziecki chylić się zaczął ku upadkowi. Gdy imperium rozpadło się, gruzińskie plantacje opustoszały i zdziczały. Gruzja nie była wstanie podtrzymywać przemysłu herbacianego. Jej główny rynek zbytu – Rosja – potrzebowała wtedy pieniędzy na znacznie poważniejsze zakupy, niż woreczek pachnącego suszu. Po latach jednak wszystko zaczęło wracać do normy. Produkowana dziś herbata gruzińska przewyższa jakością tę wytwarzaną kiedykolwiek podczas trwania okresu radzieckiego. Jeśli więc pamiętacie jej smak z czasów PRL-u, i nie wspominacie go najlepiej, spróbujcie raz jeszcze, a mile się zaskoczycie!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/historia-herbacianych-pol-batumi%e2%80%a6.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niezwykle aromatyczna wojenna zdobycz</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/niezwykle-aromatyczna-wojenna-zdobycz.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/niezwykle-aromatyczna-wojenna-zdobycz.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 31 Dec 2010 22:18:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur Cichoń</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przyfilizance.pl/?p=1253</guid>
		<description><![CDATA[Pierwsze kawiarnie, których istnienie potwierdzają wiarygodne źródła, pojawiły się w Europie w XVII wieku, Londynie, Paryżu, Oxfordzie i Wiedniu. Wiedzieliście, że założycielem tej wiedeńskiej był pewien zasłużony, polski szlachcic? Jerzy Franciszek Kulczycki, bo o nim mowa, urodził się w 1640 roku w Kulczycach &#8211; wsi leżącej na terenach dzisiejszej Ukrainy. Wcześnie zdobyta umiejętność władania językiem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-1254" title="kawiarnia" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2011/01/kawiarnia.jpg" alt="" width="300" height="200" />Pierwsze kawiarnie, których istnienie potwierdzają wiarygodne źródła, pojawiły się w Europie w XVII wieku, Londynie, Paryżu, Oxfordzie i Wiedniu. Wiedzieliście, że założycielem tej wiedeńskiej był pewien zasłużony, polski szlachcic?<span id="more-1253"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Jerzy Franciszek Kulczycki, bo o nim mowa, urodził się w 1640 roku w Kulczycach &#8211; wsi leżącej na terenach dzisiejszej Ukrainy. Wcześnie zdobyta umiejętność władania językiem tureckim, w połączeniu ze smykałką do biznesu, pozwoliła mu zgromadzić stosunkowo imponującą fortunę, dzięki współpracy ze Wschodnią Kampanią Handlową. I pewnie prowadziłby dostatnie, spokojne, życie handlowca, gdyby nie turecka ekspansja, która miała wszystko odwrócić do góry nogami&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Rok 1683 i słynną „Odsiecz wiedeńską” znamy ze szkoły, jako przejaw geniuszu Jana III Sobieskiego, jako chrześcijańską wiktorię i ostateczne zatrzymanie zuchwałego marszu islamu na północ. A z jakiej strony poznacie ją z „PrzyFiliżance”? Ano, jako szalenie istotną dla popularyzacji picia kawy w tej części Europy. Ale po kolei.</p>
<p style="text-align: justify;">Rankiem 13 sierpnia, Franciszek Kulczycki wydostał się z oblężonego miasta, celem rozeznania się w sytuacji na froncie. Udało mu się dotrzeć do Karola V Leopolda &#8211; lotaryńskiego księcia, który mobilizował właśnie niemałą armię do odsieczy miasta. Radosną tę wieść przekazał broniącym oblegane miasto wojskom i mieszkańcom, którzy w obliczu przytłaczającej przewagi liczebnej armii wroga, rozważali nawet możliwość kapitulacji. Wiadomość o szykujących się do szturmu wojskach, podniosła jednak ich morale na tyle, że zdołali odeprzeć kolejne uderzenie armii wielkiego wezyra tureckiego Kary Mustafy. Resztę historii znacie; sprzymierzone siły Rzeczpospolitej Obojga Narodów, Austrii i pięciu niemieckich księstw, pod dowództwem Jana III Sobieskiego, wysłały Turków z powrotem do Anatolii&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Po bitwie Jan Franciszek został uznany bohaterem, a w dowód wdzięczności otrzymał, co następuje:</p>
<p style="text-align: justify; padding-left: 30px;">- oględnie mówiąc, „okrągłą sumkę”;</p>
<p style="text-align: justify; padding-left: 30px;">- dom na osiedlu Leopoldstadt (dzisiejsza dzielnica Wiednia, którą zresztą zamieszkiwał jakieś dwieście lat później niejaki Zygmunt Freud);</p>
<p style="text-align: justify; padding-left: 30px;">- prawo pierwszeństwa w podziale majątku po nieprzyjacielu.</p>
<p style="text-align: justify;">I właśnie ten trzeci punkt z perspektywy nas &#8211; kawoszy &#8211; jest najciekawszy. Otóż Jerzy Franciszek Kulczycki, nie po raz pierwszy wykazał się zmysłem biznesowym i dalekowzrocznością. Jego wybór padł bowiem na trzy setki worków z ziarnem, które zwycięzcy, uznając za karmę dla wielbłądów, pragnęli po prostu wyrzucić. Nie muszę chyba dodawać, czym owe ziarna były&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Pomysłowy szlachcic miał więc wszystkie atuty, by otworzyć nowy, fascynujący etap w swoim życiu. Osiadł więc w Wiedniu i otworzył pierwszą w tej części kontynentu kawiarnię, która przyniosła mu majątek i sławę w swojej nowej ojczyźnie. Mieściła się na Schlossergassl (koło wiedeńskiej katedry) i nosiła nazwę „Hof zur Blauen Flasche” (Dom Pod Błękitną Butelką), zaś każda filiżanka kawy, była w niej serwowana z ciasteczkiem w kształcie półksiężyca &#8211; na pamiątkę zwycięskiej bitwy. Kulczycki dał się poznać także jako reformator. Przypisuje mu się autorstwo tak przełomowych w dziejach kawy „odkryć”, jak słodzenie jej miodem czy nawet podawanie z dodatkiem mleka. W świetle żarliwej dyskusji, którą toczyliście przed miesiącem na naszym facebookowym profilu, wiem że znaczna część z Was jest mu za to wdzięczna do dziś&#8230; A teraz najciekawsza część. Firma, niejako kontynuująca tradycję kawiarnie Kulczyńskiego, wciąż istnieje!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/niezwykle-aromatyczna-wojenna-zdobycz.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kawa i tańczące kozy</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/kawa-i-tanczace-kozy.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/kawa-i-tanczace-kozy.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 15 Oct 2010 18:30:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur Cichoń</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[historia kawy]]></category>
		<category><![CDATA[kawa]]></category>
		<category><![CDATA[kozy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przyfilizance.pl/?p=949</guid>
		<description><![CDATA[Podobnie, jak dziesiątki innych produktów, co do których mamy w Europie nieco własnościowe podejście, kawa przywędrowała do nas z Afryki. Ciekawość budzi jednak pytanie, który to z pomysłowych mieszkańców Czarnego Lądu, wpadł na genialny pomysł spożywania owoców kawowca? Historia odkrycia kawy jako napoju, nierozerwalnie wiąże się odkryciem jej działania. Początkowo bowiem walory smakowe czarnego naparu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-951" title="kozy" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2010/10/kozy.jpg" alt="" width="300" height="200" />Podobnie, jak dziesiątki innych produktów, co do których mamy w Europie nieco własnościowe podejście, kawa przywędrowała do nas z Afryki. Ciekawość budzi jednak pytanie, który to z pomysłowych mieszkańców Czarnego Lądu, wpadł na genialny pomysł spożywania owoców kawowca?<span id="more-949"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Historia odkrycia kawy jako napoju, nierozerwalnie wiąże się odkryciem jej działania. Początkowo bowiem walory smakowe czarnego naparu nie odgrywały istotnej roli. Dla etiopskich pasterzy, którzy według historyków i etnografów mieli uprawiać kawę już w I tysiącleciu p.n.e., liczył się pobudzający efekt jej spożycia. Co bardziej dociekliwi z Was, zadali sobie już pewnie w głowie pytanie, skąd prości pasterze bez jakiegokolwiek naukowego zaplecza, wiedzieli o energetycznym ładunku kofeiny, który zawiera w sobie ta dość pospolicie porastająca wówczas Afrykę roślina. Oczywiście nie mieli o tym pojęcia i z dzisiejszej perspektywy nie da się odtworzyć losów kawy na tyle precyzyjnie, byśmy wiedzieli, komu powinniśmy być wdzięczni za naszą ulubioną używkę. Dlatego, zamiast snuć pseudonaukowe domysły, opowiem Wam dziś legendę, która w zabawny sposób tłumaczy to wydarzenie.</p>
<p style="text-align: justify;">Znam dwie historie, które mówią o odkryciu działania kawy. Co ciekawe, punktem stycznym obu są&#8230; kozy. Co jeszcze ciekawsze, jedna właściwie nie wyklucza drugiej, a przy odrobinie fantazji, mogą nawet całkiem spójnie się zazębiać. Ale dość już zwodzenia i niedomówień &#8211; posłuchajcie opowieści!</p>
<p style="text-align: justify;">Kaldi był pasterzem, który mieszkał w Afryce około 900 lat p.n.e.. Jedna wersja legendy podaje, że jego ojczyzną była Etiopia, inna że Egipt. Ale nie jest to najistotniejsze. Otóż Kaldi, podobnie jak wielu swoich rodaków i to bez znaczenia czy Egipcjan czy Etiopczyków, trudnił się pasterstwem. Pewnego razu, Kaldi nie mógł doliczyć się wszystkich swoich kóz, a jego rachunki wskazywały na zniknięcie jednej lub pięciu &#8211; tu również nie mamy spójności w „przekazach”, ja jednak zakładam, że brakowało pięciu. Bez zwłoki wyruszył więc na poszukiwania. W swojej wędrówce, dotarł na najwyższe wzniesienie w okolicy, gdzie zrezygnowany wydłużającymi się poszukiwania i zmęczony wspinaczką, przysiadł na kamieniu. Nagle jego uszu doszedł odgłos stukania kopyt. Ruszył więc w kierunku, z którego się dobywał, aż zawędrował w rejony porośnięte zdziczałymi krzakami nieznanej mu rośliny, która wydawała ogrom małych, czerwonych owoców. Przetarł oczy ze zdumienia, kiedy zobaczył swoje kozy &#8211; każdą z takim właśnie owocem w zębach &#8211; tańczące wokół największego z krzewów. Zafascynowany tym niezwykłym obrazkiem, sam wziął do ust owoc i, czując nagły przypływ energii i sił witalnych, pogrążył się w tańcu wraz z odnalezionymi pupilami.</p>
<p style="text-align: justify;">Inna wersja tej legendy, mówi że tym, któremu zawdzięczamy odkrycie działania kawy, był wędrujący po Afryce sufi o imieniu Shaikh. Miał on bowiem natrafić na gromadę (dlatego wolałem trzymać się wersji z pięcioma kozami) wyjątkowo pobudzonych kóz, które spożywały owoce nieznanej mu rośliny. Zaciekawiony miał oczywiście spróbować jej działania na sobie.</p>
<p style="text-align: justify;">Otwartym pozostaje tu pytanie, czy Shaikh zastał kozy Kaldiego (bo przecież nie mamy wątpliwości, że to te same kozy), zanim ten dołączył do nich w radosnym tańcu oraz któremu z nich w większym stopniu przypisać zasługę odkrycia działania kawy, faktem jest jednak, że przy odrobinie fantazji, obie te historie dają się  połączyć w bardzo sympatyczną opowieść. Osobiście nie ferowałbym wyroków i oddał sprawiedliwość obu; myślę, że to Kaldi pierwszy przetestował działanie kawowca na sobie samym &#8211; znając okolicę zapewne jako pierwszy dotarł do swoich kóz, ale to prawdopodobnie Shaikhowi zawdzięczamy rozpowszechnienie kawy wśród sobie współczesnych &#8211; był wszak podróżnikiem. Tak czy inaczej, to właśnie te fantastyczne historie najczęściej tłumaczą odkrycie działania kawy.</p>
<p style="text-align: justify;">A może Wy znacie jakieś inne?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/kawa-i-tanczace-kozy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Celniczka w cukierniczce cz.3</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/celniczka-w-cukierniczce-cz-3.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/celniczka-w-cukierniczce-cz-3.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 15 Oct 2010 13:54:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aga Nowicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[celniczka]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[pedro]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przyfilizance.pl/?p=944</guid>
		<description><![CDATA[Zapraszamy na trzeci odcinek opowieści tajemniczym Pedrze&#8230; Ciepłe światło poranka opromieniało łagodne linie wyłaniającego się spod kremowej pościeli ciała. Pedro przeciągnął się i z uznaniem znawcy obserwował rozkoszne wzniesienia i krągłości Blanki. Dziewczyna przykryta była tylko częściowo, co pozwalało w pełni docenić uroki jej egzotycznej urody. Przebudziła się, i zerknęła na swojego kochanka spod wachlarza rzęs przysłaniających jej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-945" title="celniczka" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2010/10/celniczka.jpg" alt="" width="300" height="200" />Zapraszamy na trzeci odcinek opowieści tajemniczym Pedrze&#8230;<span id="more-944"></span>
<p style="text-align: justify;">Ciepłe światło poranka opromieniało łagodne linie wyłaniającego się spod kremowej pościeli ciała. Pedro przeciągnął się i z uznaniem znawcy obserwował rozkoszne wzniesienia i krągłości Blanki. Dziewczyna przykryta była tylko częściowo, co pozwalało w pełni docenić uroki jej egzotycznej urody. Przebudziła się, i zerknęła na swojego kochanka spod wachlarza rzęs przysłaniających jej ciemne, migdałowe oczy. Takie fortele nie mogły zwieść Pedra, wiedział doskonale od którego momentu dziewczyna była przytomna, wykorzystał więc jej zagrywkę dla własnych celów. Zaczął całować jej brzuch, ciesząc wargi aksamitem jej skóry. Stopniowo schodził niżej, pieszcząc wewnętrzną stronę ud. Dziewczyna westchnęła głęboko i zamruczała z przyjemności. Pedro przez długą, słodką chwilę zajmował się rozpalaniem jej zmysłów, aż zaczęła jęczeć z rozkoszy. Szeroko rozwartymi nozdrzami chwytała jego zapach, zapach mężczyzny, na który składało się wiele tajemniczych składników, a którego dominującą nutą był zapach czarnej kawy. Zamknęła oczy, wczepiła dłonie w jego włosy i poddała się falom pulsujących emocji.  Pedro wyplątał się z uścisku i przewrócił stewardessę na brzuch. Całował jej kark i ramiona, ale na szczyt doprowadziło go dopiero jej drżenie, gdy osiągała stan boskiej ekstazy. Tego dnia nie dojechał do Szczecina.</p>
<p style="text-align: justify;">*  * *</p>
<p style="text-align: justify;">Róża z dużą dozą niechęci wpatrywała się w Jerzego. Ciągle za nią łaził z ponurą miną, ubrany w ten swój odpustowy krawacik. Może jest z tych mizoginów i specjalnie przyjeżdża tu, żeby uprzykrzać jej życie? Ale nie, Maciek mówił, że jego traktował tak samo. Tyle, że Maćka tu nie było, do tej inspekcji pies nie był potrzebny, a Róża nie miała żadnych argumentów pozwalających wysłać przedstawiciela firmy do wszystkich diabłów. Zmełła przekleństwo w zębach i ruszyła do ostatniego już worka w kolejce. Wyciągnęła ręce, by go rozwiązać, gdy ta fajtłapa malowana rzucił się by zrobić to za nią.</p>
<p style="text-align: justify;">-Panie, weź pan te łapy, zanim wsadzę do pierdla za utrudnianie inspekcji – powiedziała, zanim zdążyła pomyśleć co robi. Jerzy oblał się rumieńcem, ładnie kontrastującym z pastelowymi barwami jego stroju. Róża z trudem stłumiła w sobie odruch przewrócenia oczami. – Ja wiem, że pan tu musi być i patrzeć, ale czy koniecznie musi pan być taki nachalny?</p>
<p style="text-align: justify;">-Ależ…pani Różo…o ile mogę się tak poufale do pani zwracać… ja tylko chciałem pomóc…- niemal wyjąkał ze stresu. Ot, i koniec nadziei na spełnienie marzeń, pomyślał w duchu ponuro. Róża wpatrywała się w niego z obrzydzeniem. Przykre milczenie przedłużało się, aż nagle Jerzy w odruchu ostatecznej desperacji padł przed Różą na kolana. – Różo… przyciąga pani moją uwagę od pierwszego dnia, w którym panią ujrzałem. Wiem, że uważa mnie pani za skończonego kretyna, ba, ma pani rację! Jestem kretyn, bo nie potrafię zachować się odpowiednio w pani towarzystwie. Nieśmiałość wiąże mi ręce i podstawia nogi. Błagam, niech pani zgodzi się umówić się ze mną na herbatę, obiecuję, że będę zachowywał się przyzwoicie, spotkamy się w miejscu publicznym, nie ma się czego bać, przysięgam! Jeśli nie będzie chciała mnie pani potem znać, zrozumiem. Ale niech pani da mi tę jedną szansę…- Jurand zamilkł i z nadzieją wpatrzył się w całkowicie zaskoczoną jego nagłym wybuchem Różę. Lata służby celnej pozwoliły jednak jej się szybko opanować. Wpisała do raportu ostatni worek i zmierzyła wzrokiem klęczącego przed nią mężczyznę.</p>
<p style="text-align: justify;">- W środę, w samo południe, na placu Rodła – powiedziała, po czym wyszła z ładowni szybkim krokiem. Oblicze Jerzego rozjaśniało się w miarę jak docierała do niego treść tego suchego komunikatu. Zgodziła się? Nie mógł uwierzyć we własne szczęście!</p>
<p style="text-align: justify;">Tymczasem Róża, uwinąwszy się prędko z ostatnimi formalnościami, niemal biegiem dopadła samochodu i ruszyła z piskiem opon, plując sobie w brodę. Sama nie mogła zrozumieć swojej decyzji. Przecież to psychopata! Z takimi to nigdy nic nie wiadomo, ta roztrzęsiona galareta mogła okazać się gwałcicielem, mordercą albo wręcz zoofilem. Był przystojny, ale skrajnie niemęski i Róża nie mogła pojąć motywów własnego postępowania. No, poza jednym, wyraźnym motywem, którego wolała sobie nie uświadamiać… Czy to możliwe, że samotność dojadła jej na tyle, by rzucać się w pierwsze lepsze chętne ramiona? Niee, to już lepiej sobie wmawiać, że za mało ma adrenaliny w życiu i musi sobie podnieść ciśnienie spotykając się z wariatami. Na wszelki wypadek weźmie ze sobą gaz pieprzowy i paralizator.</p>
<p style="text-align: justify;">Podbudowana tą decyzją postanowiła nie roztrząsać więcej tego tematu. I zupełnym przypadkiem w drodze do biura wstąpiła na drobne zakupy do sklepu z bielizną…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/celniczka-w-cukierniczce-cz-3.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O takim jednym, który ujarzmił szatański napój&#8230;</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/o-takim-jednym-ktory-ujarzmil-szatanski-napoj.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/o-takim-jednym-ktory-ujarzmil-szatanski-napoj.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Sep 2010 17:44:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur Cichoń</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[chrzest kawy]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[kawa]]></category>
		<category><![CDATA[klemens VIII]]></category>
		<category><![CDATA[papież]]></category>
		<category><![CDATA[początki kawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przyfilizance.pl/?p=827</guid>
		<description><![CDATA[To nie dystans dzielący chrześcijańską Europę od ziem „niewiernych” w Azji i Afryce, mógł skutecznie zatrzymać marsz kawy ku podniebieniom Europejczyków w XVI wieku. Kto wie, jak dzisiaj wyglądałaby kultura picia kawy w Europie, gdyby nie otwarty umysł i błyskotliwy pragmatyzm papieża Klemesa VIII&#8230; Początki kawy datuje się na wiek IX. Wtedy to etiopscy pasterze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-830" title="klemens" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2010/09/klemens.jpg" alt="" width="300" height="200" />To nie dystans dzielący chrześcijańską Europę od ziem „niewiernych” w Azji i Afryce, mógł skutecznie zatrzymać marsz kawy ku podniebieniom Europejczyków w XVI wieku. Kto wie, jak dzisiaj wyglądałaby kultura picia kawy w Europie, gdyby nie otwarty umysł i błyskotliwy pragmatyzm papieża Klemesa VIII&#8230;<span id="more-827"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Początki kawy datuje się na wiek IX. Wtedy to etiopscy pasterze mieli dostrzec, że owoce i ziarna kawowca porastającego tamtejsze wyżyny, mają energetyzujący wpływ na&#8230; pasące się tam owce.</p>
<p style="text-align: justify;">Kawa szybko podbijała serca mieszkańców Afryki wschodniej i dotarła na Bliski Wschód, by stopniowo rozprzestrzenić się na cały świat islamski. Oczywiście nie bez problemów &#8211; ortodoksyjni muzułmanie walczyli z nowym przysmakiem, ze względu na tak cenione dziś jego orzeźwiające, rozjaśniające umysł i pobudzające właściwości. Jak się miało okazać, była to jednak jedynie niewinna zapowiedź krucjaty, jaką przeciw kawie miało rozpocząć duchowieństwo w Europie. A przecież powodów ku niej miało bez liku! Kiedy pod koniec XVI wieku ten, czarny jak sam szatan napój, dotarł do Europy od razu znalazł się na cenzurowanym wśród duchownych, którzy w siłach nieczystych upatrywali źródła jego pochodzenia. Co gorsza, pewną trudnością było określenie, które to wrogie chrześcijaństwu moce, ten nowy pobudzający napój przysyłają! Przypuszczam, że głosy, czy o sabotaż oskarżyć siły piekielne, czy islamskich innowierców były wówczas podzielone. Tak czy inaczej, duchowni domagali się od papieża Klemensa VIII by nałożył zakaz na spożywanie kawy przez chrześcijan. Ten jednak &#8211; i tu dostrzegam wspomniany otwarty umysł ówczesnej głowy Kościoła Katolickiego &#8211; odmówił, chcąc samemu poznać smak kulinarnej nowinki. Spróbował i&#8230; posmakowało. „Pyszne!” &#8211; miał ponoć zakrzyknąć z zachwytem.</p>
<p style="text-align: justify;">Dalsza część historii dowodzi już nie tylko zdrowej, ciekawskiej natury papieża, ale także cechującego jego myślenie błyskotliwego pragmatyzmu, o którym również na wstępie wspomniałem. Klemens wydedukował bowiem, że głupotą byłoby ten &#8211; prawdopodobnie szatański przysmak &#8211; oddać w ręce niewiernych i pozwolić by to oni cieszyli się z monopolu na smak, aromat i pobudzające właściwości czarnego naparu. Postanowił więc &#8211; i tu zaczyna się część historii, która należy rozpatrywać bardziej w kategoriach legendy, niż historycznych faktów &#8211; zakpić z szatana i ochrzcić jego złowrogie narzędzie. Niezależnie, czy historia z chrzczeniem kawy jest prawdziwa, czy też nie, niepodważalnym jest, że to dzięki Klemensowi kawa pojawiła się na stołach Europejczyków. Wkrótce kawiarnie zaczęły pojawiać się we Włoszech i Francji, a pół wieku później ich sieć opanowała także Wielką Brytanię, gdzie było ich już prawie 3 tysiące.</p>
<p style="text-align: justify;">Oczywiście pewne środowiska jeszcze dziś odrzucają kawę. Większość z nich sprzeciwia się spożywaniu produktów, które stymulują nasz organizm, zmniejszają senność i zwiększają wydolność, ale nie brak również takich, dla których główną przeszkodą jest&#8230; gorzki smak czy ciemny kolor. Ortodoksyjne, lecz jednak marginalne grupy islamskie i chrześcijańskie, nie są jednak w stanie zatrzymać tego, co właściwie już się dokonało. Kawę piją wszyscy &#8211; bez względu na kulturę, cywilizację, wyznanie i narodowość. Czy historia Cywilizacji Zachodniej potoczyłaby się inaczej, gdyby nie kontakty handlowe w rejonie śródziemnomorskim i blisko-wschodnim oraz ciekawska natura pewnego papieża? Trudno ocenić, jednak wizja świata bez kawy wydaje się tak przygnębiająca, że warto być wdzięcznym losowi za taki jego obrót.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/o-takim-jednym-ktory-ujarzmil-szatanski-napoj.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Historia ziołolecznictwa</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/historia-ziololecznictwa.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/historia-ziololecznictwa.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Sep 2010 07:31:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aga Nowicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[historia ziół]]></category>
		<category><![CDATA[zbieranie ziół]]></category>
		<category><![CDATA[zbiory]]></category>
		<category><![CDATA[zielarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[zioła]]></category>
		<category><![CDATA[ziołolecznictwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przyfilizance.pl/?p=804</guid>
		<description><![CDATA[Ziołolecznictwo co kilkadziesiąt lat odkrywane jest na nowo. Co kilkadziesiąt lat „odkrywane są” znane nam od wieków sposoby zbierania leczniczych roślin tak, by wyciągnąć z nich jak najwięcej pożytecznych substancji i zachować je na jak najdłuższy okres czasu. Ludzkość na całym świecie testowała i systematyzowała swoją wiedzę o ziołach od niepamiętnych czasów. Chiński „Kanon ziół” [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-806" title="historialecznictwa" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2010/09/historialecznictwa.jpg" alt="" width="300" height="200" />Ziołolecznictwo co kilkadziesiąt lat odkrywane jest na nowo. Co kilkadziesiąt lat „odkrywane są” znane nam od wieków sposoby zbierania leczniczych roślin tak, by wyciągnąć z nich jak najwięcej pożytecznych substancji i zachować je na jak najdłuższy okres czasu.<span id="more-804"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Ludzkość na całym świecie testowała i systematyzowała swoją wiedzę o ziołach od niepamiętnych czasów. Chiński <strong>„Kanon ziół”</strong> napisał podobno cesarz Shen Nung (zm. 2698 p.n.e.), zwany „Boskim rolnikiem”, który próbował ziół na sobie, by sprawdzić, które z nich są trujące. Znaleźć tam można opis 252 roślin wraz z podaniem ich wpływu na organizm ludzki, miejscem występowania, sposobem przyrządzania i przechowywania.</p>
<p style="text-align: justify;">Starożytna medycyna indyjska znała ponad 800 roślin leczniczych &#8211; tak wynika z zachowanego do naszych czasów dzieła staroindyjskich lekarzy pochodzącego sprzed trzech tysięcy lat  - <strong>Ajurwedy</strong>. Dzieło to było wielokrotnie poprawiane i uzupełniane, a najbardziej znane wersje pochodzą z I w. n.e. Należą do nich opracowanie  hinduskiego lekarza Czaraka, zawierające opisy 500 roślin leczniczych, oraz wersja lekarza Suszruta, opiewająca ok. 700 okazów leczniczej flory.</p>
<p style="text-align: justify;">Pierwsze znane nam wzmianki o zastosowaniu roślin w medycynie w naszym kręgu kulturowym znajdują się już na glinianych tabliczkach asyryjskich z okresu panowania Aszurbanipala, czyli z siódmego wieku przed naszą erą. Zestaw nie w pełni jeszcze rozszyfrowanych recept pojawia się na papirusach egipskich &#8211; dzięki nim wiemy, że czciciele Ra stosowali ponad setkę różnych roślin leczniczych. Według Jackie Campbell z KHN Centre for Biomedical Egyptology Uniwersytetu w Manchester, 62 proc. składników używanych przez Egipcjan w wersji oryginalnej lub syntetycznej stosuje się do dzisiaj.</p>
<p style="text-align: justify;">Najpopularniejsze, z tego zakresu wiedzy, dzieło starożytności pojawia się jednak znacznie później, w V w.p.n.e. w starożytnej Grecji. Jest to zbiór 53 pism medycznych, znany nam jako <strong>„Corpus Hippocrateum”</strong>. Autorstwo tej księgi przypisuje się Hippokratesowi, ojcu medycyny, choć wiadomo już, że część spisana została przez jego uczniów, a część pochodziła z konkurencyjnych szkół.</p>
<p style="text-align: justify;">Pięć wieków później, również w starożytnej Grecji zaczął działać <strong>Dioskurydes</strong>, który stworzył monumentalne dzieło zwane „<strong>Penhiules Iatrikes</strong>”. Opisał tam sześćset gatunków roślin, wraz z ilustracjami, zbierając całą dostępną w tamtym czasie wiedzę na temat ziołolecznictwa. Księga ta funkcjonowała jako wiarygodny podręcznik medycyny aż do XVII wieku.<br />
Cała ta wiedza została wchłonięta i rozwinięta przez rzymskich uczonych. Na uwagę zasługuje Klaudiusz Galen, działający w II w n.e. To on próbował wyekstrahować dobroczynne składniki z ziół poprzez zalewanie ich wrzątkiem lub wyciskanie wilgoci, tworząc tym samym pierwszy podział na napary, wywary, maści, kremy itp. Mimo iż popełnił wiele błędów w sztuce medycznej, nie można odmówić mu zasług dla ziołolecznictwa.</p>
<p style="text-align: justify;">Postacią, która zebrała potężną wiedzę i ocaliła ją przed zniszczeniem, zachowując ją dla chrześcijańskiej europy była kobieta, mniszka – święta Hildegarda z Bingen. Urodzona w 1098 roku, w wielodzietnej rodzinie, już w wieku 8 lat oddana została do klasztoru. Tam zaczęła przyglądać się otaczającemu ją światu, wyciągając bardzo ciekawe wnioski. Trzy z jej licznych dzieł poświęcone były medycynie: „Liber Subtilitatum Diversarum Naturarum Creaturarum”, „Liber Simplicis Medicinae sive Physica” oraz „Liber Compositae Medicinae sive Causae et curae”.</p>
<p style="text-align: justify;">Przez cały czas wiedza o leczniczych właściwościach ziół jest na przestrzeni wieków lekceważona a następnie odkrywana na nowo. Przy każdym nawrocie zainteresowania badacze stosują dostępną sobie technikę, odkrywając jak wyodrębnić czynne składniki z roślin (Paracelsus , 1494 – 1541 r. , Szwajcaria), glikozydy, alkaloidy czy morfinę (badacze XIX wieku, K. W. Scheele i F.W. Sertiinner).</p>
<p style="text-align: justify;">Oprócz techniki ogromny wpływ na poszerzanie wiedzy z zakresu ziołolecznictwa miał handel, gdyż to właśnie dzięki niemu Europejczycy, Azjaci, Afrykańczycy a później również Amerykanie, mieli szansę wymienić się lekarstwami, wiedzą i wreszcie sadzonkami i nasionami.</p>
<p style="text-align: justify;">Co nas czeka w przyszłości trudno odgadnąć, ale ponieważ historia lubi się powtarzać, można przypuszczać, że ponownie odrzucimy całą naszą wiedzę zebraną przez tysiąclecia, aż pojawi się jakiś bodziec, który pozwoli nam odkryć nowe jej aspekty. Być może będzie to postęp technologii laboratoryjnej a być może dzięki eksploracji kosmosu odnajdziemy świat, z którym będziemy mogli wymienić się osiągnięciami i pomysłami. W oczekiwaniu na te zdarzenia, idę podlać oregano rosnące w doniczce na balkonie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/historia-ziololecznictwa.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Celniczka w cukierniczce cz.2</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/celniczka-w-cukierniczce-cz-2.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/celniczka-w-cukierniczce-cz-2.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Sep 2010 00:57:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aga Nowicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[celniczka w cukierniczce]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[jurand]]></category>
		<category><![CDATA[kawa]]></category>
		<category><![CDATA[pedro]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przyfilizance.pl/?p=810</guid>
		<description><![CDATA[Przed Wami drugi odcinek powieści o Pedrze, kawie, miłości, zdradzie i w zasadzie o czym tylko chcecie. W tej części poznacie także Jurka zwanego Jurandem i usłyszycie nieco więcej o&#8230; a zresztą, zobaczcie sami! Minęło kilka dusznych, letnich dni, gdy kolejny statek załadowany workami z zieloną jeszcze kawą mijał słynny Świnoujski Wiatrak. Jerzy, zwany przez [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-569" title="celniczka" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2010/08/celniczka.jpg" alt="" width="300" height="200" />Przed Wami drugi odcinek powieści o Pedrze, kawie, miłości, zdradzie i w zasadzie o czym tylko chcecie. W tej części poznacie także Jurka zwanego Jurandem i usłyszycie nieco więcej o&#8230; a zresztą, zobaczcie sami!<br />
<span id="more-810"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Minęło kilka dusznych, letnich dni, gdy kolejny statek załadowany workami z zieloną jeszcze kawą mijał słynny Świnoujski Wiatrak. Jerzy, zwany przez przyjaciół Jurandem, właśnie parzył herbatę w swym kawalerskim mieszkaniu na poddaszu. Zamyślonym wzrokiem ślizgał się po minimalistycznych, ascetycznych wręcz wnętrzach. Jedynym odstępstwem od reguły była bujnie rosnąca w doniczkach melisa okupująca kuchenne parapety. Rozsiewała wokół świeży, cytrynowy zapach. Jurand zaczął hodować i pić melisę po rozstaniu z którymś kolejnym potworem w spódnicy. Przezwisko dali mu przyjaciele obserwujący jego kolejne pechowe wybory partnerskie, podkreślając tym jego każdorazowe zaślepienia. Jurand był romantykiem rycerskiego typu, uważał kobiety za boginie pozbawione wad, wybierał sobie przy tym na obiekt westchnień same istoty niegodne jakiegokolwiek uwielbienia. Narkomanki, kleptomanki, paranoiczki i histeryczki mogły być pewne, że będzie im służył swym rycerskim ramieniem, rzucał do stópek, przenosił przez kałuże i nie dostrzegał żadnych wad, aż w końcu kobiety te, przyduszone nadmiarem miłości i zagłaskane niemal na śmierć, uciekały z typami spod ciemnej gwiazdy. Jerzy nie tracił nadziei na spotkanie tej jednej, jedynej, właściwej dla niego kobiety, ale nie umiał, czy nie chciał opanować gromadzącej się w nim latami goryczy. Wspomniał ostatni rozładunek kawy. Dotychczas pracującą tam celniczkę, Grubą Gretę, zmieniła dziewczyna budząca w nim najwyższe zainteresowanie. Prawdziwie kobiece kształty, blond włosy starannie zebrane spinką i ten zimny błysk szarych oczu zza okularów podziałał na niego silniej niż wszystkie dotychczas spotykane bodźce. Przywodziła mu na myśl zimną laborantkę, jednak gdy już udało się wywołać na jej twarzy uśmiech… o, ten widok wart był uwagi.</p>
<p style="text-align: justify;">Cóż, kiedy nieśmiałość nie pozwalała mu na uczynienie jakiegokolwiek ruchu. Jakże zazdrościł kapitanowi, który tak lekko i łatwo zaprosił ją na kawę. Gdyby tylko potrafił się na to zdobyć… Dziś jednak zobaczy ją ponownie. Ta myśl wytrąciła go z porannego marazmu. Wyprasował jasnobłękitną koszulę, zawiązał lawendowy krawat i dopił herbatę. Spojrzał w wiszące obok drzwi wyjściowych lustro z wyraźnym obrzydzeniem.</p>
<p style="text-align: justify;">-Ty fajtłapo – powiedział do swojego odbicia – I ty chcesz zdobyć taką laskę? Jesteś żałosny.</p>
<p style="text-align: justify;">* * *</p>
<p style="text-align: justify;">Pedro przeciągnął się w wygodnym fotelu klasy biznesowej. Jeszcze parę godzin lotu i będzie na miejscu. Zaczął wspominać wypadki ostatniego tygodnia.<br />
Omotana przez niego Juanita, kolumbijska celniczka, nie wiedziała, że co dziewiąta bela bawełny posiada sporą domieszkę dolarów. Fałszywych dolarów. Pedro był już w drodze na lotnisko, gdy dowiedział się, że cały jego trefny ładunek wyparował w jednym z Marokańskich portów. Używając swoich kontaktów dowiedział się, kto go obrobił. Ustalenie dokładnego miejsca pobytu marokańsko – algierskiej mafii było już dziecinnie proste. Udał się tam osobiście.  Strażnicy nawet nie zauważyli co ich zabiło. Trzask otwieranych drzwi zlał się w jedno z suchymi kaszlnięciami tłumika.  Szybka egzekucja ominęła tylko jedną osobę, w której Pedro odgadł dowódcę oddziału. Ten, krwawiąc z wielu ran i skomląc usiłował schować się za biurkiem, które jednak rozpadło się pod kopnięciem Pedra. Stłuczona miska hariry oblała go swoją zawartością, mieszając się z resztkami herbaty miętowej, wyjątkowo popularnej w Maroku.</p>
<p style="text-align: justify;">-Wiesz, kim jestem, ty ścierwo? – zapytał cicho, pochylając się. Panicznie przerażony człowiek pokręcił głową. – Oczywiście, że nie wiesz. Gdybyś wiedział, nie byłbyś na tyle głupi, żeby mnie okradać. Pójdziesz teraz do reszty swojej bandy i powiesz im, że Czarny Pedro oczekuje dziesięciokrotnej wartości skradzionego towaru na swoim koncie. Macie na to tydzień. Jeśli nie otrzymam przelewu, wrócę, a wy będziecie żałować, że się urodziliście. Mężczyznom zrobię to, co tobie, kobiety zgwałcę, a dzieci sprzedam handlarzom organów. Do końca życia będziecie nosić piętno. Brzydzę się wami. – Pedro splunął i wyszedł. Pieniądze dostał trzy dni po tej akcji. Jakiś czas później dowiedział się, że część przywódców bandy nie chciała płacić, ale ci bardziej rozsądni otruli ich wszystkich tej samej nocy. Środki perswazji Pedra nigdy go nie zawiodły.</p>
<p style="text-align: justify;">Podniósł wzrok, gdy stewardessa poprosiła go o podniesienie oparcia fotela, lądowali. Spojrzenie złoczyńcy z zainteresowaniem oceniło wdzięki młodej kobiety. Spojrzał w jej głęboko w oczy i uśmiechnął się.</p>
<p style="text-align: justify;">- Czy byłaby pani tak uprzejma i podała mi filiżankę marokańskiej kawy? Niestety interesy nie pozwoliły mi nacieszyć się jej smakiem w należyty sposób.<br />
- Niestety proszę pana, schodzimy do lądowania. – Odpowiedziała stewardessa z profesjonalnym, przepraszającym uśmiechem. Pedro spojrzał na jej plakietkę.<br />
- Blanko… czy wiesz jak to jest, marzyć o obiekcie namiętności, czuć jego zapach, jego smak w ustach, a jednak nie móc go posiąść, nacieszyć się nim? Coś, co rozpala zmysły, coś, co burzy krew… A najlepsze jest to, że kawa nie może cię skrzywdzić, nie karze cie za twoje zainteresowanie, nie musisz sobie narzucać absolutnie żadnych ograniczeń po konsumpcji… a ty, okrutna istoto, odmawiasz mi tego? Musisz wobec tego odkupić swe winy i zaparzyć mi prawdziwą mocną kawę gdy wylądujemy. To twój obowiązek wobec spragnionego. – Uśmiechnął się ponownie i dostrzegł w jej oczach, ze już wygrał tę rozgrywkę, że nie musi szukać hotelu, że jego koszula i spodnie zostaną wyprasowane, a wszystko to za chwilę uniesień, dla niego przecież również bardzo przyjemnych.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/celniczka-w-cukierniczce-cz-2.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Celniczka w Cukierniczce cz.1</title>
		<link>http://www.przyfilizance.pl/historia/celniczka-w-cukierniczce-cz-1.html</link>
		<comments>http://www.przyfilizance.pl/historia/celniczka-w-cukierniczce-cz-1.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Aug 2010 19:13:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aga Nowicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[celniczka w cukierniczce]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przyfilizance.pl/?p=566</guid>
		<description><![CDATA[Zapraszamy Cię, drogi czytelniku, do lektury pilotowego odcinka pierwszej w historii powieści sensacyjno-szpiegowsko-kawiarnianej pt. &#8222;Celniczka w Cukierniczce&#8221; Znajdziesz tu wszystko: miłość, intrygę, kawę i herbatę (a jakże!), erotykę i sensację &#8211; wszystko doprawione szczyptą przymrużonego oka i odrobiną dystansu.  I. Pedro Pierwszy dzień w nowej pracy…  Róża z pewnym niepokojem wpatrywała się w ekran monitora, czekając na zapowiedziane dane [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-569" title="celniczka" src="http://www.przyfilizance.pl/wp-content/uploads/2010/08/celniczka.jpg" alt="" width="300" height="200" />Zapraszamy Cię, drogi czytelniku, do lektury pilotowego odcinka pierwszej w historii powieści sensacyjno-szpiegowsko-kawiarnianej pt. &#8222;Celniczka w Cukierniczce&#8221; Znajdziesz tu wszystko: miłość, intrygę, kawę i herbatę (a jakże!), erotykę i sensację &#8211; wszystko doprawione szczyptą przymrużonego oka i odrobiną dystansu. <span id="more-566"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>I. Pedro</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Pierwszy dzień w nowej pracy…  Róża z pewnym niepokojem wpatrywała się w ekran monitora, czekając na zapowiedziane dane statku. Była doświadczoną celniczką, ale zawsze w nowych miejscach czuła się niepewnie. Tym razem miała pracować w porcie, a dziś czekała na transport kawy z Kolumbii. Wszystkie przychodzące stamtąd jednostki należało sprawdzać  wyjątkowo dokładnie. Jej współpracownik, Maciek, czekał już  z Gackiem, specjalnie trenowanym do wyszukiwania narkotyków owczarkiem niemieckim. Wreszcie, doczekała się.</p>
<p style="text-align: justify;">- Statek nazywa się Colombina. Drobnicowiec, przewozi zieloną kawę. Agent mówi, że za godzinę wejdzie na nabrzeże Bułgarskie. Chodź, zanim przebijemy się przez korki akurat zdążą zacumować.</p>
<p style="text-align: justify;">Udało im się dojechać  na nabrzeże dopiero, kiedy zespól z ekipy antyimigracyjnej opuszczał  plac. Oprócz urzędników i kapitana, stała tam jeszcze jedna osoba. Przystojny blondyn wyraźnie unikał jej wzroku.  Lata służby odezwały się w niej, postanowiła zwrócić na niego baczną uwagę. Ludzie, którzy nie mają nic do ukrycia nie zachowują się w ten sposób.</p>
<p style="text-align: justify;">Kapitan na jej widok ostentacyjnie westchnął, po czym uśmiechnął się żartobliwie.</p>
<p style="text-align: justify;">- A już miałem nadzieję na chwilę spokoju. Imigracja, policja portowa, superintendent… Nawet mojej ulubionej herbaty z rumem nie mam się kiedy napić.</p>
<p style="text-align: justify;">- Panie kapitanie! Na służbie? &#8211; Celniczka pogroziła mu lekko palcem. Kapitan zrobił smutną minę.</p>
<p style="text-align: justify;">- Niestety, droga pani, na służbie muszę się ratować substytutami. Na szczęśnie odkryłem ostatnio ciekawe połączenie herbaty z wiśni i aromatu rumowego. Może da się pani zaprosić?- Mrugnął zawadiacko. Róża poczuła instynktowną sympatię do tego wesołego człowieka. Nie mogło to jednak zmienić jej obowiązkowości.</p>
<p style="text-align: justify;">-Przykro mi, kapitanie. Nie biorę łapówek. – powiedziała z uśmiechem – Jednak, jeśli współpraca pójdzie nam sprawnie i dobrze, z pewnością znajdzie pan dzisiaj czas na niejeden kubek herbaty.</p>
<p style="text-align: justify;">Weszli po trapie na „Colombinę”. Maciek z Gackiem ruszyli na obchód, Róża poszła z kapitanem, by zająć się papierkową robotą. Zauważyła, że podejrzany blondyn również zniknął. Zapytała o niego starego wilka morskiego.</p>
<p style="text-align: justify;">- Ten? A, to przedstawiciel firmy, która tę kawę odbiera. Wysyłają go, żeby naocznie sprawdzał każdą partię. Niby w porządku koleś, ale sprawia wrażenie osoby której brak… cojones<sup> </sup> – Tu kapitan zarumienił się z lekka, i odkaszlnął aby to ukryć. – Pani wybaczy, płeć piękna nie powinna słuchać takiego słownictwa. Róża uśmiechnęła się lekko, ponieważ zgadzało się to z jej obserwacjami.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy zrobili już wszystko co było do zrobienia i wsiadali do samochodu, by wrócić do biura, Róża poczuła na sobie czyjeś natarczywe spojrzenie. To blondyn, wychylając się przez burtę intensywnie się w nią  wpatrywał. Gdy odwróciła się, drgnął i szybko zniknął z jej pola widzenia. Wzruszyła ramionami, niemile poruszona. Maciek spojrzał  na nią bystro.</p>
<p style="text-align: justify;">- Ten palant łaził za mną  krok w krok. Zaglądał do wszystkich worków i patrzył mi na ręce. Mogłabyś pomyśleć, że to on jest celnikiem! Co za irytujący typ. – powiedział z niesmakiem. Róża pokiwała głową, po czym jej myśli popłynęły w zupełnie inną  stronę. Pierwszy dzień w pracy okazał się być  o wiele łatwiejszy niż się spodziewała. Przeniesienie ze Śląska było chyba dobrą decyzją…</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">* * *</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Tymczasem, na innym kontynencie, inna celniczka wdychała z rozkoszą unoszący się w powietrzu zapach czarnej kawy. Jego zapach… Poprawiła włosy, makijaż  i bieliznę, po czym uśmiechnęła się z rozmarzeniem. Sprawca jej potargania był już daleko i bynajmniej nie myślał  o ognistej celniczce. Jego myśli zajmowały daleko bardziej skomplikowane, mroczne plany. Pedro, były agent najpierw KGB a potem FSB, przeniósł się parę lat temu do Kolumbii. Dzięki umiejętnemu wykorzystaniu kontaktów sprzedawał informacje o kartelach narkotykowych do FSB a informacje o działaniach FSB do rządu Kolumbii. W zamieszaniu spowodowanym jego działaniami prowadził własne półlegalne i zupełnie nielegalne interesy. Jego atutem było to, że zawsze działał przez wynajętych ludzi. Jego imię, fałszywe oczywiście, znali wszyscy, mimo to nikt nie znał wyglądu jego twarzy. Jedyne plotki, których nie udało mu się uniknąć dotyczyły jego niesamowitego uroku osobistego, niezliczonych podbojów miłosnych i opinii zimnego drania. Irracjonalnie, właśnie ta opinia sprawiała, że kobiety stawiały sobie za punkt honoru osiągnięcie nieosiągalnego – zmiękczenie jego kamiennego serca. Pedro kwitował te wysiłki skrzywieniem warg w cynicznym uśmieszku. Dawał kobietom rozkosz, której pragnęły, brał co chciał i odchodził – uczucia tylko by przeszkadzały w realizacji niemałych przecież planów.</p>
<p style="text-align: justify;">Tym razem plany Pedra były wyjątkowo bezczelne. Znudziły mu się już kolumbijskie intrygi. Postanowił wykonać ostatni skok życia, po czym kupić sobie którąś z tropikalnych wysp i tam osiąść.</p>
<p style="text-align: justify;">Wyjął z kieszeni i z zainteresowaniem obejrzał rezerwację biletu lotniczego. Polska… Po tylu latach, znów tak blisko Matki Rosji… Uśmiechnął się z zimną satysfakcją i ruszył w stronę lotniska.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyfilizance.pl/historia/celniczka-w-cukierniczce-cz-1.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

